Tag Archives: religie monoteistyczne

CHOROBY PRZENOSZONE DROGĄ DUCHOWĄ

Uwolnienie od religii jest początkiem duchowości. Ponieważ prawdziwa duchowość zaczyna się tam, gdzie kończy się wszelka religijność. Duchowe życie jest tam, gdzie umysł jest już wolny od dziwacznego zabobonu i skostniałej tradycji, od wewnętrznego przymusu i zmor wpojonej doktryny, od dogmatycznego i schematycznego myślenia, które charakteryzuje każdą religię.

Cyprian Sajna, Pistis – Świecki Portal Uduchowiony

Tytuł zaczerpnęłam z artykułu dr Mariany Caplan, który był dla mnie inspiracją dla powstania tego posta.

Człowiek z natury dąży do duchowości i poznania tego co niewidzialne. Ma to wręcz we krwi od setek pokoleń. Gdyby zapytać czym homo sapiens różni się od zwierząt zapewne większość odparłaby: Tym, że potrafimy się komunikować, tym że wytwarzamy narzędzia… Oczywiście co bystrzejsi rozmówcy natychmiast odparliby na to: Ale przecież zwierzęta też się ze sobą komunikują i wytwarzają proste narzędzia!  Zapytajmy zatem fachowca od ludzi czyli antropologa, a usłyszymy w odpowiedzi, że tym co wyróżnia nas z szeregu zwierząt jest potrzeba abstrakcyjnego myślenia i poszukiwanie duchowości. To dlatego nasi przodkowie zaczęli grzebać zmarłych w określony sposób i urządzać im pochówek odpowiedni do kultury: z jakichś powodów uwierzyli, że śmierć nie jest końcem, a przejściem i że zmarłego należy zaopatrzyć na dalszą drogę w zaświatach. Można to tłumaczyć żartobliwie potrzebą sprawiedliwości i nadzieją na to, że sąsiad, który zabrał nam kawałek ziemi sczeźnie w kotle piekielnym, ale mnogość i różnorodność wierzeń na całej kuli ziemskiej nakazuje pochylić się uważniej nad tym skąd w nas potrzeba doświadczania duchowości.

W większości kultur duchowość została szybko ujęta w ramy religii i dusząc się w okowach rytuałów prędzej czy później zaczęła umierać. Główne religie świata (aż się chce powiedzieć wprost “religie monoteistyczne”) nie znoszą konkurencji i wszystko co wykracza poza duchowość uznaną w ich ramach traktują co najmniej z podejrzliwością o ile nie z wrogością. W Polsce można się o tym było niedawno przekonać przy okazji listu biskupów skierowanego przeciw wróżbom (na który zresztą wróżbici odpowiedzieli), jednak myślę, że paradoxalnie i religia rzymskokatolicka, i ezoteryka w najczęściej spotykanej formie* tak naprawdę świetnie się ze sobą dogadują, a te przepychanki słowne nie mają żadnego przełożenia na rzeczywistość. Wystarczy spojrzeć na mechanizmy działania jednej i drugiej, żeby zauważyć, że kierują się tymi samymi zachowaniami.

I religia, i ezoteryka są zwrócone ku temu co niepoznane, a co za tym idzie niewymierzalne i niekoniecznie poddające się logice oraz rozumowi. To sprawia, że pojawiają się osoby, które twierdzą iż znają oraz rozumieją świat duchowy lepiej niż inni, a jeżeli mają przy tym charyzmę to mogą stać się guru, przywódcą, na skinienie którego wyznawcy zwrócą się przeciw komuś kogo oznaczy jako wroga, będą udzielać mu gratyfikacji finansowych albo, niestety były takie przypadki, zaczną dokonywać przestępstw. To jak każdy z nich w sytuacji gdy jest darzony uwielbieniem zareaguje zależy od jego indywidualnej wrażliwości i od tego jak przerobił lekcję okiełznania ego, o czym poniżej**. Naturalnym odruchem ludzkiej psychiki jest obdarzać zaufaniem i darzyć estymą osoby, z poglądami których się zgadzamy, jednak granica między szacunkiem a uleganiem wpływowi jest bardzo trudna do wychwycenia. Ja osobiście staram się trzymać buddyjskiej zasady: Nie wierz w coś tylko dlatego, że ktoś ci tak powiedział ani dlatego, że zostało to napisane w księdze. Obserwuj czy jest to dobre dla ciebie i twojego otoczenia, i dopiero wtedy zaakceptuj. Stąd nie mam żadnych autorytetów, jednak zdaję sobie sprawę, że należę do mniejszości, bo niemal wszyscy zostaliśmy wychowani do tego by wierzyć w to, co religia czy kultura uznały za słuszne, a przede wszystkim w to, że ktoś mądrzejszy ma nas odpowiednio pokierować w życiu. I do tego nie trzeba żadnej sekty ani nawet religii. Wystarczy ktoś o dużej sile przyciągania, który wpływa na nasze życie. Oto cytat z facebookowego profilu jednej z popularnych wróżek:

pani x

(można kliknąć aby powiększyć)

Ktoś może powiedzieć, No przecież to dobrze, to znaczy, że wróżka X skutecznie pracuje! Czemu jej nie chwalić?. Oczywiście, że chwalić należy, ale co innego chwalić, a co innego ufać bezkrytycznie i powierzać swój los w jej ręce. Tym bardziej że przeciętna ludzka natura jest paskudna i jeżeli wróżba się spełni to będzie wróżkę nosić na rękach, ale jeżeli z jakichś powodów przewidywane wydarzenie nie dojdzie do skutku to będzie kąsać jadowicie na forach internetowych. Zwyczajny człowiek woli widzieć karty jak ostateczną wyrocznię i nieomylne źródło wiedzy, którym niczym Pytia – Sybilla szafuje wróżka, dlatego to na niej koncentrują się dobre lub złe uczucia związane z kartami. Ludzka natura woli zadawać pytania: to co ja mam zrobić? niż przeanalizować słowa wróżki i samodzielnie wyciągnąć wnioski. Prawdą są słowa Morfeusza z Matrixa: Most of these people are not ready to be unplugged and many of them are so hopelessly dependant on the system that they will fight to protect it (‘Większość ludzi nie jest gotowych na to aby być odłączonymi, a wielu jest tak nierozerwalnie związanych z systemem, że będą walczyć aby go zachować’).

A skoro nie chcą się odłączyć to Matrix jest wszechobecny. I religia, i ezoteryka będą nauczały, że problemy można przezwyciężyć za pomocą odpowiednich inwokacji i rytuałów. Czy będą to modlitwy kościelne, czy texty z książeczek dołączonych do kart, czy rytuał ma polegać na przyjęciu komunii, czy zapaleniu świec to już przeciętnemu człowiekowi wszystko jedno. Wykonajmy coś dla sił niebiańskich, a one nam pomogą. Jest to wręcz duchowy atawizm z czasów pogańskich, kiedy bogom składano ofiary. Przeciętny kapłan może sobie ponarzekać, że wierny chodzi do wróżki, ale sam nie pomoże mu znaleźć odpowiedzi na pytania egzystencjalne tylko wyrecytuje formułki religijne, a wróżka jak najbardziej będzie zachęcała wiernego, żeby odcinał się od negatywnych energii za pomocą wody święconej wzywając archanioła Michała. I znowu cytat – komentarz jednej z wróżek do artykułu z Niedzieli:

Urywek z tygodnika Niedziela. Maja tutaj panstwo krotka modlitwe przeciw wplywom zlego ducha a takze kilka powodow niepowodzen. Gdybym nie napisala ze to niedziela pomysleliby panstwo ze to wrozka prawda? Nie ma wiec co dysputowac tylko zaczac mowic jednym glosem i kk i poganie. Bo dzialamy tak samo tylko kk boi sie utraty wpluwow. Oni mowia ze wrozby sa zle a dzialaja na tych samych mocach i energiach. My poganie mowimy ze kazdy z nas ma boski pierwiastek i nie negujemy “magii” kk

niedziela

Kliknij aby powiększyć.

No właśnie, anioły… Pewnie znowu mi się dostanie za “walkę” z arcykatolickimi aniołami, ale trudno. Anioły są ulubionym motywem zarówno religijnym jak i ezoterycznym, wystarczy popatrzyć ile jest w domach kiczowatych obrazków z aniołami strzegącymi dzieci albo jaką popularnością cieszą się karty anielskie w sklepach ezoterycznych. Skąd to wynika? Być może tak jak pisałam już w poście o kartach bierze się to z przedstawienia Boga w kultach monoteistycznych, gdzie jest on surowym ojcem, który za dobre wynagradza, a za złe karze. W obawie przed tą karą boimy się zwracać do niego wprost i potrzebujemy pośredników, którzy złagodzą jego słuszny gniew za nasze niecne uczynki, najczęściej tymi pośrednikami są Jezus, Maria (‘Królowa Aniołów’), święci i właśnie anioły. Aby zaskarbić sobie ich łaski (a przez nich oczywiście i Boga) należy modlić się, odmawiać różaniec, palić świece, zwracać się do nich z prośbą itd. Są elementami egregoru, wymagają kultu i ten kult dostają. Ale dlaczego? Dlaczego ludzie wysyłają energię pośrednikom skoro religia chrześcijańska zapewnia, że Bóg jest miłosierny i łaskawy? Skoro wierzysz w Boga to dlaczego nie zwracasz się bezpośrednio do niego? A jeżeli prosisz anioły, żeby ci wymodliły u niego łaskę to chyba tak naprawdę sam/-a nie wierzysz, że jest pełen dobroci. Oczywiście, kiedy zadałam takie pytanie na forum, nikt nie odpowiedział mi wprost, za to dostałam ogromną ilość faktów i danych o tym jak poszczególne religie postrzegają anioły, co zapewne miało mi udowodnić, że są niezbędne. Większość ludzi nie jest gotowych na to aby być odłączonymi.

Czym różnią się ego (osobowość) a dusza i duch najlepiej opowiada blog Andrzeja o Rozwoju Duchowym, do którego odsyłam, aby lepiej zrozumieć temat. Aby oddać to w miarę krótko i przystępnie zacytuję to co na temat widzenia świata poprzez pryzmat ego lub duszy napisałam w analizie mojej ulubionej baśni o Wasylisie.

Można przedstawić to obrazowo jako szwedzki stół zastawiony rozmaitymi potrawami: zazwyczaj bierzemy talerz i wybieramy to, co mamy przed oczyma. Zazwyczaj w ten sposób decydujemy się na wiele rzeczy w życiu, bo ze wszystkich stron dostarcza się nam coraz to nowe rzeczy i kusi, abyśmy je zdobyli, nawet jeżeli wcześniej wcale nie mieliśmy na nie ochoty. To błąd, bo ograniczamy się do tego co się nam podaje, a niekoniecznie musi być to właśnie to, co jest dla nas najlepsze. Czasami wystarczy dłuższe przyglądamy się czemuś, abyśmy nagle „odkryli”, że tak, to jest to, to jest właśnie to co zapewni nam szczęście, to jest na pewno to i kiedy okazuje się, że wcale nam to szczęścia nie zapewniło, rodzi się frustracja. Jeżeli jednak najpierw zapytamy siebie: ‘Czego potrzebuję? Co mi pomoże? Co jest dla mnie korzystne?’, to  zazwyczaj odpowiedź przychodzi szybko, a wtedy można rozejrzeć się czy to czego pragniemy jest na naszym szwedzkim stole. Czasami jest, a czasami nie. Mówiąc szczerze zazwyczaj nie ma . I wtedy trzeba ruszyć na poszukiwanie innego stołu, gdzie znajduje się właśnie to czego pragniemy.

W naszym życiu tak jak na szwedzkim stole ego sprawi, że będziemy po prostu brać co jest podane, tymczasem dusza sprawi, że będziemy zastanawiać się czego właściwie chcemy. Większość systemów religijnych opartych jest na strachu i kontroli, to nimi się żywią, dlatego funkcjonują na poziomie ego i podają gotowe treści na szwedzkim stole, a ty masz tylko konsumować. Wszystko jest zdefiniowane jako złe lub dobre, na wszelkie pytanie jest gotowa odpowiedź, a ty możesz poczuć się lepszy od innych, bo dostąpiłeś objawienia jedynej prawdy. Również ezoteryka w powszechnym wydaniu nie zmusza nas do pracy nad sobą. Ponieważ de facto ograniczają się do rytuałów, zarówno religia jak i ezoteryka koncentrują się na tym co na zewnątrz, a nie na wnętrzu tak jak duchowość. Nie uczą skutecznie jak opanowywać ego. Przeciętny kapłan będzie przekonywał, że zło bierze się z nieprzestrzegania nakazów i zakazów religijnych, przeciętny ezoteryk będzie widział przyczyny niepowodzeń, braku harmonii czy często nawet problemów ze zdrowiem w działaniu złych energii, klątw czy karmy. Wystarczy pójść do pierwszego lepszego kościoła, czy włączyć pierwszy lepszy program wróżbiarski. Ktoś powie, Ale są też mądrzy kapłani/wróżki/wróżbici, którzy naprawdę pomagają w zrozumieniu siebie! A ja się zapytam, Gdzie oni są? Bo najczęściej spotyka się tych, którzy koncentrują się na świecie zewnętrznym więc będą zapewniać, że aby pójść do nieba/uwolnić się od karmy należy zrobić to co oni mówią. Być może dzieje się tak dlatego, że wierni/klienci wolą osobę, która powie im, że przyczyna tkwi w świecie zewnętrznym i jak się ją zlikwiduje to już wszystko będzie ślicznie i bezproblemowo. W końcu komu by się chciało pracować nad samym sobą? I tak pozostajemy w kręgu ego. Nie zależy im tak naprawdę aby wierny/klient zaczął się zastanawiać, sięgać głębiej, czytać dokładniej, bo wtedy go tracą.

Ktoś może stwierdzić, że przecież ezoteryka to nie religia i nie trzeba się trzymać sztywnych ram, a esencją ezoteryki jest rozwój wewnętrzny. Zgoda, tak powinno być. Ale ja mówię jak jest, a nie jak powinno być. Wystarczy, tak jak powiedziałam, włączyć pierwszy lepszy program ezoteryczny albo spojrzeć na strony oraz fora internetowe na temat “rozwoju duchowego”. Ilość negatywnej energii jest po prostu porażająca. Czołowy wróżbita pewnej stacji praktycznie na każde pytanie odpowiada, że to wszystko sprawa karmy oraz podłączeń i dobrze, że pani zadzwoniła, bo inaczej bardzo źle to by się skończyło. Na większości stron zawierających szumne hasło “rozwój duchowy” jeżeli są jakieś sensowne rozmowy to dotyczą konkretnych, wróżbiarskich detali typu połączenia kart, znaczenia kart itd. Nie dowiesz się tam jak rozwijać się duchowo***.

Co to jest w ogóle rozwój duchowy? Dla mnie to po prostu stawanie się bardziej świadomym człowiekiem. Rozwój duchowy nieodłącznie wymaga ciągłej pracy nad sobą, koncentracji, uważności, rozpoznawania własnych emocji, obserwacji bez oceniania, umiejętności zmiany opinii na temat siebie i otoczenia, wychwytywania negatywnych myśli, regularnego afirmowania, poszukiwania, nie poddawania się, a przede wszystkim stałego weryfikowania tego co się nauczyło i zaprzeczania. Tak jak powiedział Rene Descartes (Kartezjusz): Jeżeli rzeczywiście poszukujesz prawdy to koniecznym jest byś przynajmniej raz w życiu zakwestionował wszystko co wiesz. A ja poszłabym dalej i powiedziała, że ktoś kto faktycznie rozwija się duchowo obserwuje i zaprzecza na bieżąco. Nawet jeżeli wierzył w coś długi czas to jeżeli coś nie zgadza się ze stanem obecnym, odrzuca to. Dlatego jeżeli twierdzisz, że rozwijasz się duchowo, bo codziennie przeprowadzasz rytuał albo wyciągasz sobie kartę anielską, to przykro mi, ale wcale nie rozwijasz się duchowo. Ty po prostu uprawiasz magię i karciarstwo. Nie ma w samych tych czynnościach nic złego, jeżeli nie szkodzą nikomu, ale to za mało na nazywanie siebie osobą rozwijającą się duchowo.

Rozwój duchowy to dotykanie naprawdę wysokich energii, dlatego nie da się osiągnąć go za pomocą ego. Ego jest na tu i teraz, niecierpliwi się, nie chce zaakceptować inności, musi się określać w odniesieniu do innych, być lepszym, szybszym, bogatszym etc. Osobiście odbieram pracę z kartami w ten sposób, że potrzeba do niej ciągłego wznoszenia się o szczebel wyższy poziom oraz uważności, wycofania się z osądów, oceniania, itd., takiego stałego koncentrowania się na “co mi mówią karty”, a nie na “co ja sądzę na ten temat”. Jak rzeczywiście się wchodzi w rozwój to niestety, ale ego trzeba zminimalizować do jak najmniejszych rozmiarów, inaczej będziemy stać w miejscu. Praca z wysokimi energiami wymaga od nas dostrojenia się do nich, a nie ściągania ich na ziemię w jakimś celu merkantylnym. Może ktoś uzna, że jestem zbyt wymagająca, ale jednak uważam, że jeżeli chcesz pracować z kartami czy w inny sposób uprawiać ezoterykę to twoje intencje muszą być nieskazitelne, a wpływy ego ograniczone jak najbardziej się da.

A co jeżeli tak się nie dzieje? Ano wtedy widzę wróżbitę twierdzącego, że jego przepowiednie mają 100% skuteczności i trajkotającego przez cały czas o tym jak wszystko widzi w kartach. I nie wiem czy ja mam się śmiać, czy płakać. Proszę pana, przecież z wróżką/wróżbitą kontaktuje się zazwyczaj, kiedy jest źle więc to normalne, że w kartach widzi się nie tylko pozytywne wydarzenia, ale też i te mało przyjemne! Jest pan dumny z tego, że ze 100% dokładnością przewidział pan, że ktoś rzuci żonę po dwudziestu latach małżeństwa? Albo że ktoś nie podejmie pracy, o którą pyta, bo rozwija się u niego groźna choroba i wkrótce znajdzie się w szpitalu? Przecież takie sytuacje też widać w kartach. Chyba nie cieszy się pan, że to się sprawdziło, prawda? Każda osoba kładąca karty ze szczerym sercem woli się w takich momentach mylić. Jeszcze lepszym przykładem jest inny wróżbita, który sam o sobie (w trzeciej osobie) stwierdził, że zawsze ma rację. Naprawdę. Na wizji. I nie wyglądało to wcale jakby sobie żartował.

Widownia najwyraźniej to kupuje skoro telefony dzwonią i pan wróżbita jest rozchwytywany. Ale pomijając już widownię: jeżeli mam styczność z osobą, która przynajmniej w teorii ma szczególny kontakt ze światem duchowym (jak wróżka/wróżbita czy kapłan) to mam wszelkie prawo spodziewać się, że ta osoba będzie choć odrobinę mądrzejsza, bardziej opanowana, bardziej cierpliwa, no i niech będzie, bardziej uduchowiona od innych. Jeżeli tak się nie dzieje to mam również prawo czuć się zawiedziona, bo łatwiej jest sobie przyczepić łatkę “Jestem uduchowiony” i nią szpanować niż rzeczywiście koncentrować się nad tym w ciszy, skupieniu i bez świadków tak jak przecież nakazywał Jeszua.

Dlatego jeżeli nie zminimalizuje się efektów ego na zachowanie to potem może się okazać, że wróżka, która prawi o aniołach i energiach miłości, sama kłóci się z mężem, tyranizuje dzieci i ma sprawę w sądzie z sąsiadką. A jeżeli do tego świetnie kładzie karty (bo to całkiem możliwe, sprawny odczyt rozkładu wcale nie kłóci się z paskudnym zachowaniem osoby wróżącej) to łatwo wyrównywać sobie brak spełnienia w życiu osobistym poczuciem władzy nad losem osoby pytającej. I wtedy, niestety, zapomina się o podstawowym prawie wszechświata czyli wolnej woli. Będąc kapłanem czy wróżką można łatwo “zaprogramować” klienta/wiernego na określony tok myślenia, bo sprawia się wrażenie, że ma się kontakt z wyższymi wymiarami, więc wie się lepiej co dobre a co złe, często wręcz “słyszy się głos Boga”. Jeżeli intencja kapłana/wróżki jest czysta i jest dojrzały/-a emocjonalnie to będzie mu/jej zależało tylko i wyłącznie na dobru wiernego/klienta. Nie będzie się przy tym próbował sam/-a się dowartościować ani podnosić swojej samooceny. I teraz wyjaśnia się dlaczego tak mało mądrych kapłanów czy wróżek jest znanych czy przebija się do mediów. Im nie zależy na rozgłosie. Oni, słowami Wojciecha Młynarskiego, “robią swoje”. A media to woda na młyn ego, pokażą wszystko byle było najszybsze i najnowsze, no i żeby jeszcze na tym dało się zarobić. Faktyczny rozwój duchowy z natury nie jest merkantylny.

Co oczywiście sprawia, że kwestionuje się to czy kapłanom i wróżkom należy płacić. Osobiście wyznaję zasadę runy Gebo: ja ci coś dam, ty mi coś dasz i będziemy zadowoleni. Skoro kapłan czy wróżka/wróżbita poświęca nam czas i energię to powinien coś w zamian dostać, choć niekoniecznie pieniądze (ja na przykład jako zawzięta wegetarianka chętnie przyjmuję zapłatę w postaci sałatki grin). Natomiast jeżeli umawia się na pieniądze to kwota powinna być i adekwatna do wiedzy kapłana/wróżki, i możliwa do zapłacenia przez wiernego/klienta tak aby nie czuł się zubożony. Zauważyłam, że kiedy przeznaczamy pieniądze na coś co naprawdę wzbogaca nas od środka to wcale nie odczuwamy tego jako odpływu pieniędzy.

Tu jeszcze jedna uwaga związana typowo ze światem wróżbiarskim: w ciągu dosłownie kilkunastu lat zaroiło się dookoła od tarocistów i jasnowidzów wszelkich pseudonimów. Nie twierdzę, że to źle, jestem w stanie to zrozumieć. Tak jak już pisałam natura ludzka potrzebuje kontaktu z duchowością i siłami potężniejszymi od człowieka, przez wieki tą sferę zaanektowała religia, ale tak jak napisał Cyprian Sajna religia nie tylko nie wpasowuje się w duchowość, lecz wręcz ją pożera. Rytuały i reguły zabijają esencję duchowości czyli poszukiwanie oraz spontaniczność w zadawaniu pytań. A dusza prędzej czy później zaczyna zagłuszać ego skoncentrowane na tym co teraz, co jest materialne oraz wymierzalne i coraz głośniej dociera jej głos pytający: Ale co jest poza tym? Czego nie widzę, a co istnieje? Co będzie ze mną dalej?. Nic dziwnego, że skoro ogół kapłanów nie podwyższa jakości nabożeństw i nie pomaga w dotarciu do własnych odpowiedzi na pytania egzystencjalne, a rygor religijny zmalał to pojawiają się alternatywne sposoby na duchowość. Mogą być to inne religie, ich odłamy czy mistrzowie duchowi, ale na poziomie praktycznym  na pytanie: Co będzie ze mną dalej? odpowiada najczęściej wróżka/wróżbita.

Dawniej wróżbiarstwo w zasadzie wyglądało w ten sposób, że kobieta (zazwyczaj starsza) kładła karty osobie, która osobiście do niej przyszła, widziała rozmówcę/rozmówczynię, obserwowała bezpośrednio jej reakcje itd. Taka osoba była wiarygodna przez sam fakt, że znano ją w (zazwyczaj niedużej) wspólnocie, gdzie ludzie znali się praktycznie każdy z każdym. Obecnie wróżek i wróżów jest mnóstwo, przyjmują nie tylko osobiście, ale także udzielają się w telewizji czy portalach wróżbiarskich poprzez telefony i smsy. Tak jak w każdej branży są zarówno takie osoby, które sumiennie podchodzą do wykonywanej pracy jak i takie, które ledwo liznęły wiedzy, ale już mają o sobie wysokie mniemanie i drogo się cenią. Skoro jest popyt to jest i podaż. Potrzeba umiejętności i pracy, żeby nauczyć się czytać karty, ale jest to możliwe do osiągnięcia (szczególnie jeżeli koncentruje się na samych kartach, ich sekwencjach i miejscu w rozkładzie, a nie sprawdzalności samej w sobie). Powstaje tylko pytanie, czy i kiedy można stać się profesjonalistą oraz zarabiać na tym pieniądze.

Ezoteryka nie jest wymierna, nie da się zweryfikować efektu stawiania kart. Oczywiście, jako osoby żyjące w świecie materii i ego próbujemy to sprawdzić ich metodami, stąd klient wróżki będzie patrzył czy mi się sprawdziła wróżba u tej wróżki?, a nie czego się dowiedziałem/-am o sobie od tej wróżki, w jaki sposób mogę to wykorzystać do tego aby być bardziej świadomą osobą? Więc jak sprawdzić czy wróżka/wróżbita jest dobry? Skoro nie ma żadnej miarodajnej listy, a oni sami nie posiadają związku zawodowego, który mógłby w jakiś sposób certyfikować rzetelne osoby? A jeżeli kładę karty i chcę na tym zarabiać, to kiedy jest dobry moment aby zacząć?

Tak jak już chyba wystarczająco wykazałam nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to co jest związane ze sprawami duchowymi. To nie matematyka, nie można czegoś wyliczyć i twierdzić z całą pewnością, że tak musi być. Gdybym miała udzielać porad osobom szukającym wartościowej wróżki to powiedziałabym, żeby szukali dokładnie tak jak wartościowego spowiednika. Może być przecież tak, że idzie się do jednego, drugiego, trzeciego, czwartego, aż dopiero dziesiąty okazuje się najodpowiedniejszy. Nie lepszy czy gorszy niż pozostali (ocenianie jest domeną ego), ale taki, który sprawia, że zaczynasz myśleć nad tym co robić i lepiej rozumiesz sytuacje, jakie mają miejsce w twoim życiu. Pewnie, że łatwiej jest iść do księdza, który wysłucha, nakaże odmówić dwadzieścia zdrowasiek i zapuka, że już koniec, następny proszę albo do wróżki, która z miną jakby codziennie grała z Bogiem w tenisa opowie co nieuchronnie wydarzy się w życiu i jeszcze gratis odczyta przesłanie z kart aniołów. Nasze ego jest uspokojone, że wszystko jest w porządku, ale duszy takimi trikami nie uciszymy. Dusza poszukuje głębi i nie zadowoli się tym, że “wszystko będzie dobrze”. Dusza chce doświadczać i poznawać mechanizmy, więc jeżeli sami ich nie rozumiemy to idźmy do kapłana/wróżki, którzy pomogą jej do tego dojść. Natomiast na pytanie kiedy można zacząć kłaść karty profesjonalnie?, odpowiedziałabym W momencie kiedy a) znasz karty tak dobrze, że nie ograniczasz się jedynie do znaczeń książkowych tylko wyrobiłeś/-aś sobie z nimi określony kod i b) jesteś wystarczająco dojrzały/-a mentalnie i emocjonalnie by to robić. Dojrzałość to dla mnie umiejętność zminimalizowania ego do potrzebnego poziomu, tak jak o tym pisałam na Biegnącej z Wilkami:

Ja osobiście wyobrażam sobie ego jako małe, nadąsane i przemądrzałe dziecko. Kiedy czuję, że zanadto chce mi się ono wpieprzać w podejmowanie decyzji, całuję je w czoło i mówię, Dobrze, dziękuję za twoją opinię, ale teraz idź na długi spacer, bo muszę się nad czymś zastanowić. Wbrew temu co myślą niektórzy, sądzę, że nie ma sensu demonizować naszego „ja”. W końcu jest częścią nas samych, po co opędzać się od niego, usiłować zmienić, krzyczeć i przeganiać? Ono jest tylko niedojrzałe i nastawione na „tu i teraz” tak jak dziecko, które nie jest przecież złe, patrzy po prostu z innej perspektywy. Aby je formować, wystarczy rozsądnie wyznaczać mu granice i nie pozwolić decydować w sprawach, do których decyzja do niego nie należy.

Ktoś może odpowiedzieć, Ale ja po prostu znam karty i lubię je stawiać, to nie wystarczy? W każdym zawodzie wiedza i entuzjazm wystarczają (doświadczenie i tak zdobywa się w trakcie), ale w przypadku stawiania kart ludziom, niestety nie. Jeżeli ktoś powierza ci swój problem, to musisz sobie z tym poradzić, musisz być mądrzejszy, cierpliwszy i dojrzalszy od klienta, musisz skłonić go do refleksji. Wtedy nawet bez 100% sprawdzalności będzie zadowolony, że potraktowałeś/-aś go z szacunkiem i pomogłeś/-aś w trudnym dla niego czasie****.

Ten zawód tak jak lekarz, pielęgniarka czy nauczyciel to powołanie, wymaga kontaktu z ludźmi i stosowania zasady Primum Non Nocere. Zastanów się dobrze czy chcesz go wykonywać codziennie przez cały tydzień miesiącami i latami. Zastanów się czy w momencie gdy zrobisz ze stawiania kart źródło dochodów to nie ucierpi jakość czytania twoich rozkładów? Wszystko w pewnym momencie zaczyna się nudzić, a wypalenie zawodowe grozi w każdym zawodzie, wróżbiarstwo nie jest z tego wyłączone.  Czy nam się to podoba, czy nie podoba (mnie na przykład się bardzo nie podoba) żyjemy w świecie materii i jesteśmy zmuszeni płacić rachunki za prąd albo za książki dla dziecka. Nie mówię, żeby w ogóle nie pracować jako wróżka/wróżbita, ale trzeba się do tego odpowiednio przygotować, trzeba odpowiedzieć sobie samemu na pytania: Czy jestem na tyle mocno ugruntowany/-a, żeby stałe patrzenie w karty nie spowodowało “odlotu duchowego”? Czy jestem na tyle dobry/-a w czytaniu kart aby brać za to pieniądze? I w końcu: Czy jestem na tyle dojrzały/-a by pracować z ludźmi, którzy powierzą mi najintymniejsze szczegóły swojego życia?

To że czegoś nie dostrzeżesz w kartach, to nie jest problem, bo tak jak napisałam doświadczenie przychodzi wraz z pracą. Nie tylko jako karciarka, ale także jako lingwistka i tłumaczka z zawodu mogę zaświadczyć, że rozumienie języka kart przychodzi wraz z używaniem ich, dlatego zachęcam, żeby kłaść je regularnie i cały czas zastanawiać się co też chcą powiedzieć. Co nie znaczy, że od razu należy brać za to pieniądze. Gdybyś poszedł/poszła do tłumacza z umową handlową do przetłumaczenia, a dostałbyś/dostałabyś w zamian efekt pracy Tłumacza Google to zapłaciłbyś/zapłaciłabyś za takie “tłumaczenie”?

I religia, i ezoteryka mogą zabrać w “duchowy odlot”. Świat duchowy wciąga jak narkotyk. Można stracić poczucie rzeczywistości i umiejętność logicznego myślenia jeżeli “popłynie się” bez przygotowania. Polecam krótką opowieść o Czterech Rabinach, aby obrazowo pokazać jak duchowość działa na nas, którzy na co dzień funkcjonują w świecie materii. Trzeba być mocno ukorzenionym aby nie odlecieć na dobre, a z tego co widzę to im mocniejsze ego, tym łatwiej odpłynąć. Im bardziej ktoś opowiada o pięknych, świetlistych energiach anielskich, o tym że można anioły zaprosić do swojego domu, ale najpierw trzeba go wysprzątać albo o tym, że anioły lubią słodkie zapachy to tym bardziej robię się podejrzliwa. Nie kwestionuję, że osoba opowiadająca naprawdę to widzi, rzecz w tym czy ta wizja jest prawdziwa. Bo rozmaite egregory mogą przyjmować różne formy, a im bardziej uduchowione, anielskie i nieskazitelne się wydają tym bardziej wypadałoby być ostrożnym.

Trzeba uważać, ale jednocześnie nie bać się iść dalej i widzieć więcej. Gdybym miała powiedzieć co jest kwintesencją duchowości to zacytowałabym porucznika Horatio Caine’a z kompletnie nieduchowego serialu CSI: Miami (Kryminalne Zagadki Miami). Kiedy któryś z podwładnych meldował mu, że nie może znaleźć powiązania czy motywu w sprawie o morderstwo, Horatio swoim charakterystycznym gestem zakładał okulary i odpowiadał: Dig deeper. Kop głębiej. Nie zostawaj na powierzchni, szukaj głębszych znaczeń, nie bój się konfrontować, kwestionować ani popełniać błędów. Istotą rozwoju jest dojrzałość, jeżeli będziesz przyjmować to co ci podają zamiast zrobić to samemu to będziesz stać w miejscu. Pytaj nie co się dzieje? tylko dlaczego tak się dzieje? Nie czekaj na odpowiedź, sam jej szukaj. Wtedy rzeczywiście zajmiesz się rozwojem duchowym, a nie popową ezoteryką. Mój (i twój) umysł jest zbyt cenny by go zaśmiecać, to brama do świata, a nie zbiornik z new age’ową zupą ze wszelkich możliwych egregorów.

Niezależnie od tego czy jesteś wiernym, czy kapłanem, profesjonalną wróżką/wróżbitą, klientem ezoterycznym czy fascynatem kart tak jak ja, pamiętaj, że jako prowadzący aktywne i bujne życie wewnętrzne, wszyscy jesteśmy szczególnie narażeni na choroby przenoszone drogą duchową i głównie od nas zależy czy damy się zarazić, czy odpowiednio przed nimi zabezpieczymy.

Anna ‘Lawenda’ Solun

*Niektórzy uważają, że ezoteryka i duchowość to to samo, ale ja robię jednak subtelne rozróżnienie: ze względu na to jak jest obecnie powszechnie pojmowana, ezoteryka dla mnie objawia się praktycznie w postaci czytania kart, astrologii, numerologii itd. podczas gdy duchowość to bardziej metafizyczne poszukiwanie, próba ogarnięcia tego co niezrozumiałe, a przede wszystkim wymiar transcendentalny czyli kontakt z Bogiem. A żeby być dokładnym cytując dr Suligę kładzenie kart, rytuały i wszystko to za pomocą czego usiłujemy nagiąć energię do rzeczywistości to okultyzm, podczas gdy ezoteryka to umiejętność dostrzeganie tego co niewidzialne w świecie widzialnym (okultyzm jest wymiarem praktycznym ezoteryki). Tak jak o tym piszę dalej ezoteryce obserwowanej w telewizjach czy portalach ezoterycznych zdecydowanie brakuje głębi.

** Odnoszę wrażenie, że grupą szczególnie podatną na manipulacje są samotne starsze kobiety, które słusznie czy niesłusznie czują się opuszczone przez rodzinę, to one ciągną do mężczyzn otoczonych nimbem duchowości, czy to będzie ojciec Tadeusz, czy ojciec Pio, czy wróżbita z telewizji ezoterycznej.
*** Ale żeby nie było tak smętnie, jest też kilka dobrych stron, które mogę polecić, znajdują się one w prawej kolumnie bloga pod zakładką Strony Rozszerzające Spojrzenie Na Świat.
**** Zwyczajowo uważa się, że nie należy kłaść komuś kart jeżeli jest się w wieku gdy astrologicznie Saturn nie wszedł jeszcze w drugi obieg, a numerologicznie nie weszło się jeszcze w II cykl, a zatem przed 28-ym rokiem życia. Myślę, że zdecydowanie ma to sens.
question everything
religion vs spirituality
———————————–
W wakacje robię małą przerwę w pisaniu, ten post od dawna siedział mi w głowie i chociaż pewnie znowu się narażę to musiałam wyrzucić go w końcu z umysłu. Na razie koncentruję się na tłumaczeniu bloga na angielski oraz pisaniu własnej opowieści, a w sierpniu gościnnie posta na temat pogan w Polsce napisze Robin Wilgan. Potem mam w planach jeszcze kilka recenzji talii i od nowego roku powracam do poszczególnych bogiń (przynajmniej tak na chwilę obecną planuję).
Pozdrawiam coolhappy2
Anna ‘Lawenda’ Solun

NIE DAJ SIĘ ZWIEŚĆ KARCIE MARII

 KARTA MARII

Od razu informuję o czymś co powinno być oczywiste:

MARIA NIE JEST BOGINIĄ!!!

Dlatego nie uznaję tej karty, nie mam z nią żadnego specjalnego kodu i nie będę podawała warstwy dywinacyjnej. Podzielę się tylko podstawowymi wiadomościami na jej temat oraz własnymi przemyśleniami i obrazami.

Na temat Marii niewiele wiadomo, cała wiedza na jej temat pochodzi z Biblii i tradycji, przy czym w samej Biblii jest wspomniana nie więcej niż dwadzieścia razy. Według tego co mówią o niej księgi Nowego Testamentu była zaręczona z Józefem, ale nie doszło jeszcze do małżeństwa i przenosin do wspólnego domu, kiedy pojawił się u niej Archanioł Gabriel i oznajmił, iż Bóg wybrał ją na matkę Jezusa. Po zawarciu małżeństwa, Maria i Józef musieli udać się do Betlejem na spis ludności i tam według legendy narodził się Jezus. Wkrótce potem rodzina musiała udać się do Egiptu, aby uniknąć niebezpieczeństwa ze strony króla Heroda, a po powrocie ich życie toczyło się zwykłym trybem aż do momentu gdy Jezus w wieku trzydziestu trzech lat zaczął nauczać (poza nielicznymi epizodami jak ten gdy syn Marii pozostał w świątyni po złożeniu ofiar i wdał się w dyskusję z uczonymi). Matka Jezusa była w grupie towarzyszących mu kobiet i wymienia się ją jako tą, za sprawą której Jezus zamienia wodę w wino. Jest także obecna przy ukrzyżowaniu i z apostołami, gdy po odejściu Jezusa wybierają następcę Judasza. Od tego momentu w Biblii ślad po niej zanika. Wszelkie spekulacje co do jej śmierci czy też zaśnięcia i wniebowzięcia pochodzą tylko i wyłącznie z tradycji. Co istotne: w księgach Nowego Testamentu wymienieni są bracia (Jakub, Józef, Judasz i Szymon) oraz nieznane z imienia siostry Jezusa. Z początku filozofowie chrześcijańscy (jak np. Tertulian) traktowali ich dosłownie jako młodsze rodzeństwo Jezusa, dzieci Marii i Józefa. Dopiero około czwartego wieku naszej ery zaczęło się kształtować przekonanie, że Maria całe życie była dziewicą i w związku z tym bracia i siostry Jezusa stali się dla filozofów chrześcijańskich albo dziećmi Józefa z poprzedniego małżeństwa, albo dziećmi siostry Marii lub Józefa czyli de facto kuzynami i kuzynkami, co zaowocowało potem katolickim i prawosławnym dogmatem o wiecznym dziewictwie Marii.

Wracając do tematu kart bogiń: dlaczego szanująca się autorka talii bogiń NIE powinna zamieszczać w niej karty Marii?

Przede wszystkim dlatego, że Maria jest zwyczajną kobietą. Nie ma ŻADNYCH boskich cech. Nie ma nadludzkich mocy, nie tworzy, nie zmienia kształtu ani sama ani innych istot, etc. Wręcz przeciwnie, wszędzie podkreśla się jej pokorę wobec Boga (‘oto ja Służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego’).

O ile w buddyzmie człowiek dzięki wysiłkowi i własnej pracy może osiągnąć moce boskie (tak dzieje się z Kuan Yin czy Tarą), to Maria nie uzyskuje ich nawet po wniebowzięciu (które też jest zresztą dogmatem wyznawanym jedynie przez odłam katolicki chrześcijaństwa i wprowadzonym stosunkowo niedawno, bo w 1950 r). Obecnie silny kult maryjny występuje tylko w kościołach niereformowanych, z katolickim i prawosławnym na czele, wspólnoty protestanckie szanują ją jako Theotokos czyli Matkę Boga, ale nie oddają jej czci, a w kościół anglikański jest pod tym względem wewnętrznie podzielony (jedynym dogmatem jest to iż jest Matką Boga, co do innych panuje spora dowolność).

Skąd w ogóle wziął się kult Marii?

Jak już napomknęłam o tym w poście o Izydzie, u początków chrześcijaństwa brakowało w nim postaci kobiecych, co w świecie antycznym pełnym mniej lub bardziej znaczących bogiń było wielkim minusem nowej religii. Kobiety wolały brać udział w misteriach ku czci Izydy czy Demeter, które poruszały bliskie im tematy życia, śmierci i odrodzenia. Trzeba pamiętać, że w tamtych czasach były to dosłownie tematy codzienne, bo kobiety rodziły nieraz kilka, kilkanaście razy w życiu, czasami ich dzieci umierały w dzieciństwie, czasami ginęły na wojnach, czasami z głodu, nie mówiąc już o tym, że ciąża i poród były głównym zagrożeniem dla życia samej kobiety. Toteż aby wypełnić tę lukę od samego początku, od drugiego, trzeciego wieku konsekwentnie Marii dodawano cech, przedstawień i tytułów, które dotychczas nosiły boginie pogańskie przede wszystkim Izyda: Królowa Nieba (tutaj „królewska linia dynastyczna” kształtowała się w następujący sposób: Inanna -> Isztar i Asztarte -> Afrodyta -> Izyda -> Maria), Gwiazda Morza (Afrodyta Urania -> Izyda -> Maria), powszechny wizerunek matki z dzieckiem

etc.

I teoretycznie i wilk był syty, i owca cała. Kobiety miały swoje misterium, gdzie matka traci dziecko i je odzyskuje (tak jak Demeter), a jednocześnie były wyznawczyniami kultu przynajmniej w teorii monoteistycznego. Tylko, że wraz z nastaniem ery chrześcijaństwa cicho i niepostrzeżenie odeszły do historii inne typy kobiecej boskości. Owszem w starożytności popularny był motyw bogini –  matki takiej jak Gaja, Demeter i Izis, ale było też CAŁE MNÓSTWO innych typów.

Było miejsce dla bogiń – wojowniczek, i to nie tylko tych patronujących cywilizowanym wojnom takich jak Atena, ale i dla fenickiej Anat, która gdy wpadała w szał wojenny, była cała zbryzgana krwią, dla Sekhmet, bogini – lwicy, która była tak żądna krwi, że Ra zamienił Nil w wino, by ją upić i   zapobiec dalszej hekatombie czy dla helleńskich Eryni, które mściły śmierć i ścigały zabójcę dopóki nie popadł w obłęd.

Było miejsce dla bogiń zmysłowości i sexualności takich jak sumeryjska Innana, babilońska Isztar, fenicka Asztarte, wywodząca się od nich helleńska Afrodyta czy egipska Hathor, gdzie akt sexualny był wyrazem wiary w boginię i w płodność, którą obdarzała wszystkie istoty na ziemi. O tym co się dzieje gdy ich  zabraknie mówi mit o zstąpieniu Isztar do Świata Podziemnego.

Było miejsce dla bogiń – uzdrowicielek, czarodziejek i wyroczni takich jak egipskie Bast i Izyda, jak helleńskie Gaja, Medea, Hekate albo Higieja czy hetycka Kamrusepas, które nie tylko uzdrawiały, ale miały nawet moc wskrzeszania.

Od momentu, gdy w religii, literaturze, sztuce i muzyce zaczęła być wychwalana skromna, posłuszna dziewica – matka, wyłącznie taką rolę zaczęto przypisywać kobiecie. Przez wieki w świecie chrześcijańskim kobieta mogła de facto być albo matką, albo zakonnicą (ale bez realnej władzy jaką miały pogańskie kapłanki). Kobieta, która walczyła i dopominała się o swoje prawa, albo ginęła (jak choćby Jeanne d’Arc), albo w najlepszym wypadku była uznawana za histeryczkę. Kobieta, która uprawiała miłość poza przyjętym społeczną normą małżeństwem była uznawana za ladacznicę, napiętnowana i surowo karana. Kobieta, która pomagała przy porodzie, znała się na zielarstwie albo przepowiadała przyszłość nieraz płaciła za to własnym życiem ginąc na stosie.

To że przepadły kulty bogiń wojny, zmysłowości i czarów to ogromna strata dla kobiet w ogóle, a w szczególności dla tych, które chcą być wojownicze, czarodziejskie czy zmysłowe.

Co ciekawe kult maryjny był źle widziany we wczesnym chrześcijaństwie, łączony z sektą kollyridian i uważany za heretycki. Jednak wierzenia, które miały czasem nawet po kilka tysięcy lat, były tak zakorzenione w świadomości ludzi, że nie dało się ich ot tak, po prostu odrzucić. Kapłani chrześcijańscy chcąc nie chcąc musieli je tolerować, aż weszły do tradycji i są obrzędami typowymi dla kościołów niereformowanych (głównie katolickiego i prawosławnego). To co obecnie nierozerwalnie kojarzymy z kultem maryjnym: procesje, śpiewy, przystrajanie obrazów i kapliczek kwiatami i ziołami, pielgrzymki* – to są wszystko elementy kultu dawnych bogiń! Podobnie jak „lokalność” Marii, to że jest czczona w miejscowych wydaniach jako Matka Boska z Gwadelupy, Matka Boska Częstochowska, Matka Boska z Lourdes itd; boginie starożytne również miały rozmaite miejscowe przydomki. Litania loretańska wykazuje aż 50 tytułów Marii, co upodabnia ją do egipskiej Izydy. To co uważamy za arcykatolickie, jeżeli przyjrzeć się od podszewki jest głęboko zakorzenione w czasach pogańskich. Nie wspominając już o stronie materialnej tego zjawiskach, o tych wszystkich buteleczkach z odkręcaną głową Marii, gdzie można nabrać wodę z jednego cudownych źródełek, etc.

Dlaczego w takim razie takie zjawisko rozwinęło się pod egidą duchownych katolickich? Bo pasowało to przez wieki do ich wizji religii, gdzie istnieje groźny Bóg Ojciec (Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza a za złe karze),  do którego nie zwraca się bezpośrednio tylko poprzez łagodniejszych pośredników: Jezusa, Marię, anioły, świętych itd. Od tego wizerunku kościół zaczyna odchodzić dopiero od kilkudziesięciu lat, dlatego zawsze z pewnym rozbawieniem obserwuję jak nowo nawróceni w szeregi tej instytucji zauważają z wielkim zdumieniem, że ‘Bóg mnie kocha!’. No tak, skoro przez wieki utrzymywano taki, a nie inny obraz Boga, to nagle odkrycie, że nie jest wcale taki groźny to prawdziwe ‘Heureka!’ .

Nie da się nie zauważyć, że kościoły niereformowane rozbudowały do niebotycznych rozmiarów owo „łagodne zaplecze” bóstwa. Ilość świętych i błogosławionych, którzy mają określone zadania (jak się o czymś zapomni to do świętego Antoniego, jak się rusza w drogę to do świętego Krzysztofa, itd) nakazuje każdemu, kto posiada przytomny umysł i podstawową wiedzę skojarzyć ją z mnogością bóstw w świecie helleńskim, gdzie każde miejsce, każde drzewo, każda rzeka miała swojego boskiego czy półboskiego patrona lub patronkę. Tyle że w starożytności, mimo że jedne bóstwa były ważniejsze, a inne mniej ważne, nikt nie wpadł na pomysł ‘Tylko mój Bóg jest prawdziwy!’. Rzymianie owszem, podbijali cały ówczesny świat, ale nigdy nie ukrywali na czym im zależało: na ziemi, bogactwach, niewolnikach itd. Nie ustanawiali własnej religii w podbitych prowincjach. Lokalnym bóstwom nadawali rzymskie imiona i pozwalali kontynuować ich kult. Niektórzy bogowie i boginie z obcych krajów tacy jak Izyda, Kybele czy Mithra dostali się nawet do pantheonu rzymskiego i zrobili zresztą zawrotną karierę w całym Imperium. Nie znam żadnych wielkich wojen religijnych, konkwisty czy krucjat, które odbywałyby się w czasach starożytnych. Przyniósł je dopiero monoteizm.

Dlatego uważam, że katolicyzm i prawosławie są jakimiś dziwacznymi hybrydami chrześcijaństwa i dawnych kultów, które przez to nie działają tak jak należy. Uważam także, że uczciwa wobec siebie samej, swojego umysłu i swojej wiary katoliczka czy prawosławna** powinna zadać sobie pytanie: co tak naprawdę sobie cenię w religii, którą wyznaję? Jeżeli faktycznie nauki Jezusa, poznawanie ich oraz wcielanie w życie, to chyba lepszym miejscem będzie dla niej wspólnota protestancka, gdzie przykłada się ogromną wagę do analizy Biblii, a nie do liturgii. A jeżeli jest bardziej przywiązana do całej otoczki, którą publicyści często dosyć pogardliwie nazywają religijnością ludową czyli do procesji, ozdabiania kwiatami kapliczek i śpiewania, to chyba jednak sensowniej byłoby wrócić do korzeni tego zjawiska czyli do wierzeń w prawdziwe boginie. Co oczywiście w tej rzeczywistości w jakiej się znajdujemy wymaga odwagi przeciwstawienia się większości, która będzie tchórzliwie zaprzeczać, kiedy dziecko krzyknie, ‘Król jest nagi!’, a potem przekonywać, namawiać czy wręcz szykanować. Ale pamiętajcie: jest XXI wiek, a my żyjemy w Unii Europejskiej, nie skończycie na stosie tylko dlatego, że wierzycie w Boginię, a nie w Boga.

Czy w związku z brakiem religijności maryjnej protestantki są dyskryminowane w swoich wspólnotach? Przecież wiele „mądrych” głów twierdzi, że dzięki kultowi Marii kobiety w Polsce otaczane są szczególnym szacunkiem (ostatnio minister Gowin mówił o niezwykłej admiracji, jaką rzekomo cieszą się w Polsce kobiety). Protestantki nie śpiewają litanii do Marii, nie chodzą na pielgrzymki do miejsc jej poświęconych ani nie modlą się do jej obrazów. Protestantki same są kapłankami. Większość kościołów reformowanych, a także kościół anglikański dopuszcza kobiety do funkcji pastora. Kościoły katolicki i prawosławny zapewne nie zrobią tego w przeciągu najbliższych kilkunastu, kilkudziesięciu lat. Uważam, że jest w tym wina kultu Marii, ale także katoliczek i prawosławnych, bo nie upominają się skutecznie o takie prawo. Wystarczy im pójść do kościoła, pomodlić się na różańcu i westchnąć do Matki Boskiej, żeby jej pomogła, bo przecież ma takie ciężkie życie. Nie chcę cytować Lenina i twierdzić, że religia to opium dla ludu, ale uważam, że katolicyzm ugruntowuje postawę wzruszenia rękami i powiedzenia ‘no trudno, i tak nic nie mogę zrobić’. Popełniłem błąd? To pójdę do spowiedzi i dostanę pokutę. Znowu popełniłem ten sam błąd? To pójdę do spowiedzi i dostanę pokutę. To jest religia zamykająca się w obrzędach i słowach, podczas gdy protestantyzm wymaga aktywnego zaangażowania i konsekwencji. Mówiąc metaforycznie: nie tylko czytania, ale i czytania ze zrozumieniem.

Piszę to jako osoba, która według klasyfikacji religijnej nawet nie jest chrześcijanką, ponieważ nie wierzy ani w konieczność chrztu ani w boskość Jezusa***. Natomiast myślę, że jeżeli chrześcijaństwo ma jakiś sens (a uważam, że ma i nauki Jeszui-Jezusa zawierają w sobie głęboki przekaz) to właśnie w wymiarze protestanckim czyli „Ty, Biblia i Bóg”, a nie „Ty, kościoły, obrazy, litanie, adoracje, procesje, anioły, święci, Maria i Bóg”. No chyba dla teoretycznie monoteistycznego systemu wiary logiczniejsze jest to pierwsze rozwiązanie, nieprawdaż?

Osoba o przytomnym umyśle i podstawowej wiedzy nie może nie zauważyć, że hierarchowie kościoła nadal uparcie podają jako wzór dla kobiet właśnie Marię cichą, skromną, posłuszną dziewicę – matkę  jakby byli zupełnie ślepymi na zmiany w obyczajowości i mentalności. Jest to jeden z czynników, dla których z Kościoła masowo odchodzą młode, wykształcone kobiety (w tym autorka tego postu). Uważam, że mimo wieków złej tradycji religia monoteistyczna wcale nie musi być dla kobiet opresyjna pod warunkiem nowego spojrzenia i położenia nacisku również na inne aspekty kobiecości. Dlaczego na przykład Kościół nie zwraca uwagi na żeńską duchowość? Dlaczego oprócz Marii nie każe kobietom naśladować Sofii Boskiej Mądrości? Dlaczego nie zwraca się uwagi, że trzecia osoba Trójcy, ten nieszczęsny bliżej nieokreślony Duch św, bardzo długo miał cechy kobiece zanim w tradycji zachodniej stał się gołębiem? W poście jej poświęconym pisałam bardzo dużo na temat starożytnej tradycji Chokmy/Szechiny/Sofii, która istniała od wieków, która współtworzyła świat, która objawiała się ludziom, która była również inspiracją dla artystów i budowniczych, czy nie wydaje się JAK NAJBARDZIEJ LOGICZNYM oddawanie jej czci? Przecież ten swój kobiecy wymiar straciła tylko i wyłącznie w wyniku tłumaczeń na inne języki! Czy naprawdę zupełnie niemożliwym jest dla hierarchów zachęcenie kobiet do rozwijania mądrości i umiejętności myślenia? Najwyraźniej jako dla instytucji o strukturze niezmienionej od czasów feudalnych chyba tak…

Dla tych wszystkich powodów, które wymieniłam w kartach bogiń nie należy umieszczać karty Marii czy jakiejkolwiek innej katolickiej czy prawosławnej świętej. I te najlepsze, które najbardziej cenię i które mają świadome, a nie bajkowe podejście do kobiecości, ich nie zawierają.  Pozwolę sobie zacytować to co pisałam w recenzji talii Doreen Virtue:

W tej talii znowu pojawiają się bohaterki chrześcijańskie czyli Maria Magdalena oraz Maria matka Jezusa (w dodatku ta ostatnia przedstawiona jest w arcykatolickim, barokowym stylu, a autorka pisze, że ‘na Zachodzie Maria jest bez wątpienia najbardziej znaną boginią’. Ano nie, Doreen. Maria w żadnym odłamie chrześcijaństwa nie ma cech boskich).

Uważam, że umieszczanie tej karty (podobnie jak Marii Magdaleny czy Jeanne d’Arc, co również się dzieje) jest szkodliwe, bo konserwuje ów matrixowy obraz Marii jako dziewicy – matki, wzoru dla kobiet, która jest potężna, choć de facto według nauki kościoła żadnej realnej władzy nie ma.

Może już czas na czerwoną pigułkę?

KARTY

Maria w Goddesses of the New Light Pameli Matthews

Czarna Madonna w Goddesses of the New Light Pameli Matthews

Maria w The Oracle of the Goddess Gayan Sylvie Winter&Jo Dosé

Czarna Madonna w The Goddess Wisdom Cards Jill Fairchild, Reginy Schaare & Sandry M. Stanton

Czarna Madonna w The Goddess Wisdom Cards Jill Fairchild, Reginy Schaare & Sandry M. Stanton

Maria w Goddesses Guidance Oracle Cards Doreen Virtue

Maria w Ascended Masters Oracle Cards Doreen Virtue

Maria w The Goddess Oracle Deck Thalii Took

Czarna Madonna w The Goddess Oracle Deck Thalii Took (wygląda niemal identycznie jak Dana z talii Doreen Virtue, tylko z ciemną twarzą)

Maria w Goddesses Knowledge Cards Susan Seddon Boulet&Michaela Babcocka

Maria w The Goddess Power Pack Cordelii Brabbs

Na podstawie angielskiej Wikipedii + całego mnóstwa własnych doświadczeń i przemyśleń, w których najwyraźniej nie jestem odosobniona ani jedyna.

*Pielgrzymkę jako integralną składową kultu religijnego zachował w islamie nawet Mahomet po zniszczeniu kultów politeistycznych. Niewiele osób wie, że Mekka była pierwotnie centrum kultu bogini – matki Al – Lat (arab. Bogini tak jak Allah oznacza Bóg) i czarny kamień, do którego ciągną muzułmanie z całego świata to pozostałość po jej świątyni.

**Dotyczy to również mężczyzn.

***Według klasyfikacji religijnej (czyli wyznaczanej na podstawie cech charakterystycznych wyznań religijnych, a nie samej wiary w Boga lub nie) określonoby mnie może jako antytrynitarza (antytrynitarkę?! ), bo nie wierzę w Trójcę. Te poglądy zresztą były wcale nie takie rzadkie u początków chrześcijaństwa, Ariusz na przykład nie uważał, że Bóg Ojciec i Syn Boży współistnieli od samego początku, sądził raczej, że Syn Boży wywodzi się od Boga Ojca. Jego przekonania zostały potępione przez Sobór w Nicei w 325, a on sam wygnany, ale szanowne mądre głowy soborowe, nie wyjaśniły przekonująco jak w takim razie rozumieć cytat z Ewangelii Jana Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie (14:28) albo Ewangelii Marka Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec. (13:32).  No ale moje zdanie jest takie, że jeżeli wiarę opiera się na świętych księgach, to ma się potem problem z cytatami . Więcej o tym tutaj.

Edit z sierpnia 2013: jeszcze w kwestii mojego samookreślenia się co do poglądów: po długich poszukiwaniach odnalazłam się jako gnostyczka. Każdą dotychczas poznaną religię zawsze analizowałam rozumowo, na zasadzie “z tym elementami mogę się zgodzić, te elementy nie przystają do rzeczywistości, a tamte są ewidentnie krzywdzące”. Natomiast wierzenia gnostyków po prostu rezonują z moim wnętrzem. Nie muszę wdawać się w rozważania ani przyjmować wszystkiego na wiarę, po prostu czuję, że to o czym mówią jest prawdą. Jak to mówią Anglicy jest to dosłownie ‘gut feeling’, odczucie z trzewi. I, o ile nie wydarzy się coś znaczącego, to raczej już gnostyczką pozostanę. W imię Sofii i Niepoznanego, Boga nad Bogiem. 

WPROWADZENIE

WPROWADZENIE

Boginie były ze mną od zawsze. Jako dziecko zaczytywałam się w Mitach Greków i Rzymian Wandy Markowskiej. Wychowywana w religii i kulturze monoteistycznej byłam zafascynowana tym, że wszystko, absolutnie wszystko: kraje, miasta, lasy, rzeki, nawet najmniejsze drzewa i źródełka miały swoich boskich czy chociażby półboskich opiekunów. Pewnego dnia jako sześcio -, siedmiolatka zapytałam mamę, Mamo czy w Polsce są boginie? i byłam szalenie rozczarowana, kiedy okazało się, że nie.

Myślę, że Hellenowie, Celtowie czy Hindusi byliby bardzo zaskoczeni nawet nie tym, że w religiach monoteistycznych Bóg jest tylko jeden, ale że nie ma Bogini. Oczywiście nie jest tak, że w zupełnie brakuje w nich pierwiastka kobiecego. Judaizm ma swoją Esterę, Judytę czy Deborę, chrześcijaństwo Marię i Marię Magdalenę, a islam Chadidżę, Aiszę oraz Fatimę, jednak wszystkie bez wyjątku są one zwykłymi kobietami. Nie mają mocy boskich ani nie są nieśmiertelne.

Nie jestem radykalnie antyklerykalna, antykościelna i antyreligijna, po prostu brakuje mi Równowagi.

Karty – wyrocznie (ang. oracle cards) to rodzaj kart wróżebnych i przydatnych w samorozwoju podobnie jak karty anielskie tyle, że ze względu na tematykę skierowane głównie do kobiet. W przeciwieństwie do klasycznych, Tarota czy run, nie są usystematyzowane (dobór bogiń do talii zależy od autora/autorki), brak jest numeracji, zaszeregowań typu kolory (karo, trefl, kier, pik) czy arkana.

Po raz pierwszy z kartami bogiń spotkałam się oglądając Ezo TV, gdzie czasami stawiała je Wioletta Ewa Tuchowska (miała talię Doreen Virtue). Oczywiście natychmiast zachwyciłam się nimi i zaczęłam szukać po sklepach ezoterycznych. Na polskim rynku jest ich stosunkowo mało, podejrzewam, że ze względu na silnie katolickie korzenie zdecydowanie większy popyt jest na karty anielskie (co przekłada się też na o wiele większy wybór tych talii). Ja większość swoich talii posiadam, niestety nie tyle dzięki polskim sklepom, co brytyjskiemu Amazonowi. Oznacza to również ograniczenie w dostępności od strony językowej, jako lingwistce nie przeszkadza mi absolutnie to, że talie są anglojęzyczne, ale dla osób nie znających języka Shakespeare’a może być to istotny problem w używaniu (na tyle na ile się orientuję tylko talia Doreen Virtue jest wydana również w polskiej wersji językowej). 

Talie kart bogiń są często kupowane przez wikkan i osoby kultywujące dawne wierzenia do celów religijnych; tak jak katolik/katoliczka wyciąga karty anielskie wierząc, że anioły ześlą mu podpowiedź w trudnej sytuacji, tak samo wikkanin/wikkanka prosi o radę boginie. Jednak ja osobiście jestem zdania, że nie trzeba wierzyć w same boginie, wystarczy wierzyć w moc mitów i legend, jakie je opisują i to w nich znajdować paralele oraz rady.

Ja osobiście zaczynałam od dwóch talii dostępnych wtedy na polskim rynku: GODDESSES OF THE NEW LIGHT – Boginie Nowego Światła autorstwa Pameli Matthews, niestety w wydaniu czeskim z bardzo kiepskim tłumaczeniem na polski oraz GODDESS GUIDANCE ORACLE CARDS – Przewodnictwo Bogiń autorstwa popularnej nie tylko za oceanem Doreen Virtue, która ma na swoim koncie także m.in. kilkanaście talii kart anielskich. Potem pojawiły się kolejne, a ja zaczęłam coraz bardziej wgłębiać się w temat. Oczywiście można korzystać z kart bazując tylko na książeczkach do nich dołączonych, ale żeby więcej z nich odczytać należy mieć gruntowną wiedzę mitologiczną. Nie spotkałam się na razie z dobrymi opracowaniami i wskazówkami co do używania talii, więc postanowiłam zrobić to sama. Jest to moja autorska interpretacja, a zatem może być niepełna i jeżeli ktoś chce na serio pracować z kartami to musi wyrobić sobie swój własny kod. Rozkłady kartami bogiń może nie dają tyle szczegółowych informacji co te oparte o Tarota, runy czy karty Lenormand, ale potrafią zaskoczyć trafnością przesłania.

Oprócz poszczególnych bogiń omówię też wszystkie talie, jakie posiadam, a także inne powiązane z tematem karty wyrocznie oraz karty Tarota. Poza reprodukcjami kart, które  pochodzą z talii i są reprodukowane w celach poznawczych i niekomercyjnych, inne treści bloga są objęte licencją Creative Commons.  Oznacza to, że wyrażam też zgodę na niekomercyjne użycie wiadomości zgromadzonych na tym blogu pod warunkiem podania autorki i źródła (Anna ‘Lawenda’ Solun, https://krainablogini.wordpress.com).