Tag Archives: karma

CHOROBY PRZENOSZONE DROGĄ DUCHOWĄ

Uwolnienie od religii jest początkiem duchowości. Ponieważ prawdziwa duchowość zaczyna się tam, gdzie kończy się wszelka religijność. Duchowe życie jest tam, gdzie umysł jest już wolny od dziwacznego zabobonu i skostniałej tradycji, od wewnętrznego przymusu i zmor wpojonej doktryny, od dogmatycznego i schematycznego myślenia, które charakteryzuje każdą religię.

Cyprian Sajna, Pistis – Świecki Portal Uduchowiony

Tytuł zaczerpnęłam z artykułu dr Mariany Caplan, który był dla mnie inspiracją dla powstania tego posta.

Człowiek z natury dąży do duchowości i poznania tego co niewidzialne. Ma to wręcz we krwi od setek pokoleń. Gdyby zapytać czym homo sapiens różni się od zwierząt zapewne większość odparłaby: Tym, że potrafimy się komunikować, tym że wytwarzamy narzędzia… Oczywiście co bystrzejsi rozmówcy natychmiast odparliby na to: Ale przecież zwierzęta też się ze sobą komunikują i wytwarzają proste narzędzia!  Zapytajmy zatem fachowca od ludzi czyli antropologa, a usłyszymy w odpowiedzi, że tym co wyróżnia nas z szeregu zwierząt jest potrzeba abstrakcyjnego myślenia i poszukiwanie duchowości. To dlatego nasi przodkowie zaczęli grzebać zmarłych w określony sposób i urządzać im pochówek odpowiedni do kultury: z jakichś powodów uwierzyli, że śmierć nie jest końcem, a przejściem i że zmarłego należy zaopatrzyć na dalszą drogę w zaświatach. Można to tłumaczyć żartobliwie potrzebą sprawiedliwości i nadzieją na to, że sąsiad, który zabrał nam kawałek ziemi sczeźnie w kotle piekielnym, ale mnogość i różnorodność wierzeń na całej kuli ziemskiej nakazuje pochylić się uważniej nad tym skąd w nas potrzeba doświadczania duchowości.

W większości kultur duchowość została szybko ujęta w ramy religii i dusząc się w okowach rytuałów prędzej czy później zaczęła umierać. Główne religie świata (aż się chce powiedzieć wprost “religie monoteistyczne”) nie znoszą konkurencji i wszystko co wykracza poza duchowość uznaną w ich ramach traktują co najmniej z podejrzliwością o ile nie z wrogością. W Polsce można się o tym było niedawno przekonać przy okazji listu biskupów skierowanego przeciw wróżbom (na który zresztą wróżbici odpowiedzieli), jednak myślę, że paradoxalnie i religia rzymskokatolicka, i ezoteryka w najczęściej spotykanej formie* tak naprawdę świetnie się ze sobą dogadują, a te przepychanki słowne nie mają żadnego przełożenia na rzeczywistość. Wystarczy spojrzeć na mechanizmy działania jednej i drugiej, żeby zauważyć, że kierują się tymi samymi zachowaniami.

I religia, i ezoteryka są zwrócone ku temu co niepoznane, a co za tym idzie niewymierzalne i niekoniecznie poddające się logice oraz rozumowi. To sprawia, że pojawiają się osoby, które twierdzą iż znają oraz rozumieją świat duchowy lepiej niż inni, a jeżeli mają przy tym charyzmę to mogą stać się guru, przywódcą, na skinienie którego wyznawcy zwrócą się przeciw komuś kogo oznaczy jako wroga, będą udzielać mu gratyfikacji finansowych albo, niestety były takie przypadki, zaczną dokonywać przestępstw. To jak każdy z nich w sytuacji gdy jest darzony uwielbieniem zareaguje zależy od jego indywidualnej wrażliwości i od tego jak przerobił lekcję okiełznania ego, o czym poniżej**. Naturalnym odruchem ludzkiej psychiki jest obdarzać zaufaniem i darzyć estymą osoby, z poglądami których się zgadzamy, jednak granica między szacunkiem a uleganiem wpływowi jest bardzo trudna do wychwycenia. Ja osobiście staram się trzymać buddyjskiej zasady: Nie wierz w coś tylko dlatego, że ktoś ci tak powiedział ani dlatego, że zostało to napisane w księdze. Obserwuj czy jest to dobre dla ciebie i twojego otoczenia, i dopiero wtedy zaakceptuj. Stąd nie mam żadnych autorytetów, jednak zdaję sobie sprawę, że należę do mniejszości, bo niemal wszyscy zostaliśmy wychowani do tego by wierzyć w to, co religia czy kultura uznały za słuszne, a przede wszystkim w to, że ktoś mądrzejszy ma nas odpowiednio pokierować w życiu. I do tego nie trzeba żadnej sekty ani nawet religii. Wystarczy ktoś o dużej sile przyciągania, który wpływa na nasze życie. Oto cytat z facebookowego profilu jednej z popularnych wróżek:

pani x

(można kliknąć aby powiększyć)

Ktoś może powiedzieć, No przecież to dobrze, to znaczy, że wróżka X skutecznie pracuje! Czemu jej nie chwalić?. Oczywiście, że chwalić należy, ale co innego chwalić, a co innego ufać bezkrytycznie i powierzać swój los w jej ręce. Tym bardziej że przeciętna ludzka natura jest paskudna i jeżeli wróżba się spełni to będzie wróżkę nosić na rękach, ale jeżeli z jakichś powodów przewidywane wydarzenie nie dojdzie do skutku to będzie kąsać jadowicie na forach internetowych. Zwyczajny człowiek woli widzieć karty jak ostateczną wyrocznię i nieomylne źródło wiedzy, którym niczym Pytia – Sybilla szafuje wróżka, dlatego to na niej koncentrują się dobre lub złe uczucia związane z kartami. Ludzka natura woli zadawać pytania: to co ja mam zrobić? niż przeanalizować słowa wróżki i samodzielnie wyciągnąć wnioski. Prawdą są słowa Morfeusza z Matrixa: Most of these people are not ready to be unplugged and many of them are so hopelessly dependant on the system that they will fight to protect it (‘Większość ludzi nie jest gotowych na to aby być odłączonymi, a wielu jest tak nierozerwalnie związanych z systemem, że będą walczyć aby go zachować’).

A skoro nie chcą się odłączyć to Matrix jest wszechobecny. I religia, i ezoteryka będą nauczały, że problemy można przezwyciężyć za pomocą odpowiednich inwokacji i rytuałów. Czy będą to modlitwy kościelne, czy texty z książeczek dołączonych do kart, czy rytuał ma polegać na przyjęciu komunii, czy zapaleniu świec to już przeciętnemu człowiekowi wszystko jedno. Wykonajmy coś dla sił niebiańskich, a one nam pomogą. Jest to wręcz duchowy atawizm z czasów pogańskich, kiedy bogom składano ofiary. Przeciętny kapłan może sobie ponarzekać, że wierny chodzi do wróżki, ale sam nie pomoże mu znaleźć odpowiedzi na pytania egzystencjalne tylko wyrecytuje formułki religijne, a wróżka jak najbardziej będzie zachęcała wiernego, żeby odcinał się od negatywnych energii za pomocą wody święconej wzywając archanioła Michała. I znowu cytat – komentarz jednej z wróżek do artykułu z Niedzieli:

Urywek z tygodnika Niedziela. Maja tutaj panstwo krotka modlitwe przeciw wplywom zlego ducha a takze kilka powodow niepowodzen. Gdybym nie napisala ze to niedziela pomysleliby panstwo ze to wrozka prawda? Nie ma wiec co dysputowac tylko zaczac mowic jednym glosem i kk i poganie. Bo dzialamy tak samo tylko kk boi sie utraty wpluwow. Oni mowia ze wrozby sa zle a dzialaja na tych samych mocach i energiach. My poganie mowimy ze kazdy z nas ma boski pierwiastek i nie negujemy “magii” kk

niedziela

Kliknij aby powiększyć.

No właśnie, anioły… Pewnie znowu mi się dostanie za “walkę” z arcykatolickimi aniołami, ale trudno. Anioły są ulubionym motywem zarówno religijnym jak i ezoterycznym, wystarczy popatrzyć ile jest w domach kiczowatych obrazków z aniołami strzegącymi dzieci albo jaką popularnością cieszą się karty anielskie w sklepach ezoterycznych. Skąd to wynika? Być może tak jak pisałam już w poście o kartach bierze się to z przedstawienia Boga w kultach monoteistycznych, gdzie jest on surowym ojcem, który za dobre wynagradza, a za złe karze. W obawie przed tą karą boimy się zwracać do niego wprost i potrzebujemy pośredników, którzy złagodzą jego słuszny gniew za nasze niecne uczynki, najczęściej tymi pośrednikami są Jezus, Maria (‘Królowa Aniołów’), święci i właśnie anioły. Aby zaskarbić sobie ich łaski (a przez nich oczywiście i Boga) należy modlić się, odmawiać różaniec, palić świece, zwracać się do nich z prośbą itd. Są elementami egregoru, wymagają kultu i ten kult dostają. Ale dlaczego? Dlaczego ludzie wysyłają energię pośrednikom skoro religia chrześcijańska zapewnia, że Bóg jest miłosierny i łaskawy? Skoro wierzysz w Boga to dlaczego nie zwracasz się bezpośrednio do niego? A jeżeli prosisz anioły, żeby ci wymodliły u niego łaskę to chyba tak naprawdę sam/-a nie wierzysz, że jest pełen dobroci. Oczywiście, kiedy zadałam takie pytanie na forum, nikt nie odpowiedział mi wprost, za to dostałam ogromną ilość faktów i danych o tym jak poszczególne religie postrzegają anioły, co zapewne miało mi udowodnić, że są niezbędne. Większość ludzi nie jest gotowych na to aby być odłączonymi.

Czym różnią się ego (osobowość) a dusza i duch najlepiej opowiada blog Andrzeja o Rozwoju Duchowym, do którego odsyłam, aby lepiej zrozumieć temat. Aby oddać to w miarę krótko i przystępnie zacytuję to co na temat widzenia świata poprzez pryzmat ego lub duszy napisałam w analizie mojej ulubionej baśni o Wasylisie.

Można przedstawić to obrazowo jako szwedzki stół zastawiony rozmaitymi potrawami: zazwyczaj bierzemy talerz i wybieramy to, co mamy przed oczyma. Zazwyczaj w ten sposób decydujemy się na wiele rzeczy w życiu, bo ze wszystkich stron dostarcza się nam coraz to nowe rzeczy i kusi, abyśmy je zdobyli, nawet jeżeli wcześniej wcale nie mieliśmy na nie ochoty. To błąd, bo ograniczamy się do tego co się nam podaje, a niekoniecznie musi być to właśnie to, co jest dla nas najlepsze. Czasami wystarczy dłuższe przyglądamy się czemuś, abyśmy nagle „odkryli”, że tak, to jest to, to jest właśnie to co zapewni nam szczęście, to jest na pewno to i kiedy okazuje się, że wcale nam to szczęścia nie zapewniło, rodzi się frustracja. Jeżeli jednak najpierw zapytamy siebie: ‘Czego potrzebuję? Co mi pomoże? Co jest dla mnie korzystne?’, to  zazwyczaj odpowiedź przychodzi szybko, a wtedy można rozejrzeć się czy to czego pragniemy jest na naszym szwedzkim stole. Czasami jest, a czasami nie. Mówiąc szczerze zazwyczaj nie ma . I wtedy trzeba ruszyć na poszukiwanie innego stołu, gdzie znajduje się właśnie to czego pragniemy.

W naszym życiu tak jak na szwedzkim stole ego sprawi, że będziemy po prostu brać co jest podane, tymczasem dusza sprawi, że będziemy zastanawiać się czego właściwie chcemy. Większość systemów religijnych opartych jest na strachu i kontroli, to nimi się żywią, dlatego funkcjonują na poziomie ego i podają gotowe treści na szwedzkim stole, a ty masz tylko konsumować. Wszystko jest zdefiniowane jako złe lub dobre, na wszelkie pytanie jest gotowa odpowiedź, a ty możesz poczuć się lepszy od innych, bo dostąpiłeś objawienia jedynej prawdy. Również ezoteryka w powszechnym wydaniu nie zmusza nas do pracy nad sobą. Ponieważ de facto ograniczają się do rytuałów, zarówno religia jak i ezoteryka koncentrują się na tym co na zewnątrz, a nie na wnętrzu tak jak duchowość. Nie uczą skutecznie jak opanowywać ego. Przeciętny kapłan będzie przekonywał, że zło bierze się z nieprzestrzegania nakazów i zakazów religijnych, przeciętny ezoteryk będzie widział przyczyny niepowodzeń, braku harmonii czy często nawet problemów ze zdrowiem w działaniu złych energii, klątw czy karmy. Wystarczy pójść do pierwszego lepszego kościoła, czy włączyć pierwszy lepszy program wróżbiarski. Ktoś powie, Ale są też mądrzy kapłani/wróżki/wróżbici, którzy naprawdę pomagają w zrozumieniu siebie! A ja się zapytam, Gdzie oni są? Bo najczęściej spotyka się tych, którzy koncentrują się na świecie zewnętrznym więc będą zapewniać, że aby pójść do nieba/uwolnić się od karmy należy zrobić to co oni mówią. Być może dzieje się tak dlatego, że wierni/klienci wolą osobę, która powie im, że przyczyna tkwi w świecie zewnętrznym i jak się ją zlikwiduje to już wszystko będzie ślicznie i bezproblemowo. W końcu komu by się chciało pracować nad samym sobą? I tak pozostajemy w kręgu ego. Nie zależy im tak naprawdę aby wierny/klient zaczął się zastanawiać, sięgać głębiej, czytać dokładniej, bo wtedy go tracą.

Ktoś może stwierdzić, że przecież ezoteryka to nie religia i nie trzeba się trzymać sztywnych ram, a esencją ezoteryki jest rozwój wewnętrzny. Zgoda, tak powinno być. Ale ja mówię jak jest, a nie jak powinno być. Wystarczy, tak jak powiedziałam, włączyć pierwszy lepszy program ezoteryczny albo spojrzeć na strony oraz fora internetowe na temat “rozwoju duchowego”. Ilość negatywnej energii jest po prostu porażająca. Czołowy wróżbita pewnej stacji praktycznie na każde pytanie odpowiada, że to wszystko sprawa karmy oraz podłączeń i dobrze, że pani zadzwoniła, bo inaczej bardzo źle to by się skończyło. Na większości stron zawierających szumne hasło “rozwój duchowy” jeżeli są jakieś sensowne rozmowy to dotyczą konkretnych, wróżbiarskich detali typu połączenia kart, znaczenia kart itd. Nie dowiesz się tam jak rozwijać się duchowo***.

Co to jest w ogóle rozwój duchowy? Dla mnie to po prostu stawanie się bardziej świadomym człowiekiem. Rozwój duchowy nieodłącznie wymaga ciągłej pracy nad sobą, koncentracji, uważności, rozpoznawania własnych emocji, obserwacji bez oceniania, umiejętności zmiany opinii na temat siebie i otoczenia, wychwytywania negatywnych myśli, regularnego afirmowania, poszukiwania, nie poddawania się, a przede wszystkim stałego weryfikowania tego co się nauczyło i zaprzeczania. Tak jak powiedział Rene Descartes (Kartezjusz): Jeżeli rzeczywiście poszukujesz prawdy to koniecznym jest byś przynajmniej raz w życiu zakwestionował wszystko co wiesz. A ja poszłabym dalej i powiedziała, że ktoś kto faktycznie rozwija się duchowo obserwuje i zaprzecza na bieżąco. Nawet jeżeli wierzył w coś długi czas to jeżeli coś nie zgadza się ze stanem obecnym, odrzuca to. Dlatego jeżeli twierdzisz, że rozwijasz się duchowo, bo codziennie przeprowadzasz rytuał albo wyciągasz sobie kartę anielską, to przykro mi, ale wcale nie rozwijasz się duchowo. Ty po prostu uprawiasz magię i karciarstwo. Nie ma w samych tych czynnościach nic złego, jeżeli nie szkodzą nikomu, ale to za mało na nazywanie siebie osobą rozwijającą się duchowo.

Rozwój duchowy to dotykanie naprawdę wysokich energii, dlatego nie da się osiągnąć go za pomocą ego. Ego jest na tu i teraz, niecierpliwi się, nie chce zaakceptować inności, musi się określać w odniesieniu do innych, być lepszym, szybszym, bogatszym etc. Osobiście odbieram pracę z kartami w ten sposób, że potrzeba do niej ciągłego wznoszenia się o szczebel wyższy poziom oraz uważności, wycofania się z osądów, oceniania, itd., takiego stałego koncentrowania się na “co mi mówią karty”, a nie na “co ja sądzę na ten temat”. Jak rzeczywiście się wchodzi w rozwój to niestety, ale ego trzeba zminimalizować do jak najmniejszych rozmiarów, inaczej będziemy stać w miejscu. Praca z wysokimi energiami wymaga od nas dostrojenia się do nich, a nie ściągania ich na ziemię w jakimś celu merkantylnym. Może ktoś uzna, że jestem zbyt wymagająca, ale jednak uważam, że jeżeli chcesz pracować z kartami czy w inny sposób uprawiać ezoterykę to twoje intencje muszą być nieskazitelne, a wpływy ego ograniczone jak najbardziej się da.

A co jeżeli tak się nie dzieje? Ano wtedy widzę wróżbitę twierdzącego, że jego przepowiednie mają 100% skuteczności i trajkotającego przez cały czas o tym jak wszystko widzi w kartach. I nie wiem czy ja mam się śmiać, czy płakać. Proszę pana, przecież z wróżką/wróżbitą kontaktuje się zazwyczaj, kiedy jest źle więc to normalne, że w kartach widzi się nie tylko pozytywne wydarzenia, ale też i te mało przyjemne! Jest pan dumny z tego, że ze 100% dokładnością przewidział pan, że ktoś rzuci żonę po dwudziestu latach małżeństwa? Albo że ktoś nie podejmie pracy, o którą pyta, bo rozwija się u niego groźna choroba i wkrótce znajdzie się w szpitalu? Przecież takie sytuacje też widać w kartach. Chyba nie cieszy się pan, że to się sprawdziło, prawda? Każda osoba kładąca karty ze szczerym sercem woli się w takich momentach mylić. Jeszcze lepszym przykładem jest inny wróżbita, który sam o sobie (w trzeciej osobie) stwierdził, że zawsze ma rację. Naprawdę. Na wizji. I nie wyglądało to wcale jakby sobie żartował.

Widownia najwyraźniej to kupuje skoro telefony dzwonią i pan wróżbita jest rozchwytywany. Ale pomijając już widownię: jeżeli mam styczność z osobą, która przynajmniej w teorii ma szczególny kontakt ze światem duchowym (jak wróżka/wróżbita czy kapłan) to mam wszelkie prawo spodziewać się, że ta osoba będzie choć odrobinę mądrzejsza, bardziej opanowana, bardziej cierpliwa, no i niech będzie, bardziej uduchowiona od innych. Jeżeli tak się nie dzieje to mam również prawo czuć się zawiedziona, bo łatwiej jest sobie przyczepić łatkę “Jestem uduchowiony” i nią szpanować niż rzeczywiście koncentrować się nad tym w ciszy, skupieniu i bez świadków tak jak przecież nakazywał Jeszua.

Dlatego jeżeli nie zminimalizuje się efektów ego na zachowanie to potem może się okazać, że wróżka, która prawi o aniołach i energiach miłości, sama kłóci się z mężem, tyranizuje dzieci i ma sprawę w sądzie z sąsiadką. A jeżeli do tego świetnie kładzie karty (bo to całkiem możliwe, sprawny odczyt rozkładu wcale nie kłóci się z paskudnym zachowaniem osoby wróżącej) to łatwo wyrównywać sobie brak spełnienia w życiu osobistym poczuciem władzy nad losem osoby pytającej. I wtedy, niestety, zapomina się o podstawowym prawie wszechświata czyli wolnej woli. Będąc kapłanem czy wróżką można łatwo “zaprogramować” klienta/wiernego na określony tok myślenia, bo sprawia się wrażenie, że ma się kontakt z wyższymi wymiarami, więc wie się lepiej co dobre a co złe, często wręcz “słyszy się głos Boga”. Jeżeli intencja kapłana/wróżki jest czysta i jest dojrzały/-a emocjonalnie to będzie mu/jej zależało tylko i wyłącznie na dobru wiernego/klienta. Nie będzie się przy tym próbował sam/-a się dowartościować ani podnosić swojej samooceny. I teraz wyjaśnia się dlaczego tak mało mądrych kapłanów czy wróżek jest znanych czy przebija się do mediów. Im nie zależy na rozgłosie. Oni, słowami Wojciecha Młynarskiego, “robią swoje”. A media to woda na młyn ego, pokażą wszystko byle było najszybsze i najnowsze, no i żeby jeszcze na tym dało się zarobić. Faktyczny rozwój duchowy z natury nie jest merkantylny.

Co oczywiście sprawia, że kwestionuje się to czy kapłanom i wróżkom należy płacić. Osobiście wyznaję zasadę runy Gebo: ja ci coś dam, ty mi coś dasz i będziemy zadowoleni. Skoro kapłan czy wróżka/wróżbita poświęca nam czas i energię to powinien coś w zamian dostać, choć niekoniecznie pieniądze (ja na przykład jako zawzięta wegetarianka chętnie przyjmuję zapłatę w postaci sałatki grin). Natomiast jeżeli umawia się na pieniądze to kwota powinna być i adekwatna do wiedzy kapłana/wróżki, i możliwa do zapłacenia przez wiernego/klienta tak aby nie czuł się zubożony. Zauważyłam, że kiedy przeznaczamy pieniądze na coś co naprawdę wzbogaca nas od środka to wcale nie odczuwamy tego jako odpływu pieniędzy.

Tu jeszcze jedna uwaga związana typowo ze światem wróżbiarskim: w ciągu dosłownie kilkunastu lat zaroiło się dookoła od tarocistów i jasnowidzów wszelkich pseudonimów. Nie twierdzę, że to źle, jestem w stanie to zrozumieć. Tak jak już pisałam natura ludzka potrzebuje kontaktu z duchowością i siłami potężniejszymi od człowieka, przez wieki tą sferę zaanektowała religia, ale tak jak napisał Cyprian Sajna religia nie tylko nie wpasowuje się w duchowość, lecz wręcz ją pożera. Rytuały i reguły zabijają esencję duchowości czyli poszukiwanie oraz spontaniczność w zadawaniu pytań. A dusza prędzej czy później zaczyna zagłuszać ego skoncentrowane na tym co teraz, co jest materialne oraz wymierzalne i coraz głośniej dociera jej głos pytający: Ale co jest poza tym? Czego nie widzę, a co istnieje? Co będzie ze mną dalej?. Nic dziwnego, że skoro ogół kapłanów nie podwyższa jakości nabożeństw i nie pomaga w dotarciu do własnych odpowiedzi na pytania egzystencjalne, a rygor religijny zmalał to pojawiają się alternatywne sposoby na duchowość. Mogą być to inne religie, ich odłamy czy mistrzowie duchowi, ale na poziomie praktycznym  na pytanie: Co będzie ze mną dalej? odpowiada najczęściej wróżka/wróżbita.

Dawniej wróżbiarstwo w zasadzie wyglądało w ten sposób, że kobieta (zazwyczaj starsza) kładła karty osobie, która osobiście do niej przyszła, widziała rozmówcę/rozmówczynię, obserwowała bezpośrednio jej reakcje itd. Taka osoba była wiarygodna przez sam fakt, że znano ją w (zazwyczaj niedużej) wspólnocie, gdzie ludzie znali się praktycznie każdy z każdym. Obecnie wróżek i wróżów jest mnóstwo, przyjmują nie tylko osobiście, ale także udzielają się w telewizji czy portalach wróżbiarskich poprzez telefony i smsy. Tak jak w każdej branży są zarówno takie osoby, które sumiennie podchodzą do wykonywanej pracy jak i takie, które ledwo liznęły wiedzy, ale już mają o sobie wysokie mniemanie i drogo się cenią. Skoro jest popyt to jest i podaż. Potrzeba umiejętności i pracy, żeby nauczyć się czytać karty, ale jest to możliwe do osiągnięcia (szczególnie jeżeli koncentruje się na samych kartach, ich sekwencjach i miejscu w rozkładzie, a nie sprawdzalności samej w sobie). Powstaje tylko pytanie, czy i kiedy można stać się profesjonalistą oraz zarabiać na tym pieniądze.

Ezoteryka nie jest wymierna, nie da się zweryfikować efektu stawiania kart. Oczywiście, jako osoby żyjące w świecie materii i ego próbujemy to sprawdzić ich metodami, stąd klient wróżki będzie patrzył czy mi się sprawdziła wróżba u tej wróżki?, a nie czego się dowiedziałem/-am o sobie od tej wróżki, w jaki sposób mogę to wykorzystać do tego aby być bardziej świadomą osobą? Więc jak sprawdzić czy wróżka/wróżbita jest dobry? Skoro nie ma żadnej miarodajnej listy, a oni sami nie posiadają związku zawodowego, który mógłby w jakiś sposób certyfikować rzetelne osoby? A jeżeli kładę karty i chcę na tym zarabiać, to kiedy jest dobry moment aby zacząć?

Tak jak już chyba wystarczająco wykazałam nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to co jest związane ze sprawami duchowymi. To nie matematyka, nie można czegoś wyliczyć i twierdzić z całą pewnością, że tak musi być. Gdybym miała udzielać porad osobom szukającym wartościowej wróżki to powiedziałabym, żeby szukali dokładnie tak jak wartościowego spowiednika. Może być przecież tak, że idzie się do jednego, drugiego, trzeciego, czwartego, aż dopiero dziesiąty okazuje się najodpowiedniejszy. Nie lepszy czy gorszy niż pozostali (ocenianie jest domeną ego), ale taki, który sprawia, że zaczynasz myśleć nad tym co robić i lepiej rozumiesz sytuacje, jakie mają miejsce w twoim życiu. Pewnie, że łatwiej jest iść do księdza, który wysłucha, nakaże odmówić dwadzieścia zdrowasiek i zapuka, że już koniec, następny proszę albo do wróżki, która z miną jakby codziennie grała z Bogiem w tenisa opowie co nieuchronnie wydarzy się w życiu i jeszcze gratis odczyta przesłanie z kart aniołów. Nasze ego jest uspokojone, że wszystko jest w porządku, ale duszy takimi trikami nie uciszymy. Dusza poszukuje głębi i nie zadowoli się tym, że “wszystko będzie dobrze”. Dusza chce doświadczać i poznawać mechanizmy, więc jeżeli sami ich nie rozumiemy to idźmy do kapłana/wróżki, którzy pomogą jej do tego dojść. Natomiast na pytanie kiedy można zacząć kłaść karty profesjonalnie?, odpowiedziałabym W momencie kiedy a) znasz karty tak dobrze, że nie ograniczasz się jedynie do znaczeń książkowych tylko wyrobiłeś/-aś sobie z nimi określony kod i b) jesteś wystarczająco dojrzały/-a mentalnie i emocjonalnie by to robić. Dojrzałość to dla mnie umiejętność zminimalizowania ego do potrzebnego poziomu, tak jak o tym pisałam na Biegnącej z Wilkami:

Ja osobiście wyobrażam sobie ego jako małe, nadąsane i przemądrzałe dziecko. Kiedy czuję, że zanadto chce mi się ono wpieprzać w podejmowanie decyzji, całuję je w czoło i mówię, Dobrze, dziękuję za twoją opinię, ale teraz idź na długi spacer, bo muszę się nad czymś zastanowić. Wbrew temu co myślą niektórzy, sądzę, że nie ma sensu demonizować naszego „ja”. W końcu jest częścią nas samych, po co opędzać się od niego, usiłować zmienić, krzyczeć i przeganiać? Ono jest tylko niedojrzałe i nastawione na „tu i teraz” tak jak dziecko, które nie jest przecież złe, patrzy po prostu z innej perspektywy. Aby je formować, wystarczy rozsądnie wyznaczać mu granice i nie pozwolić decydować w sprawach, do których decyzja do niego nie należy.

Ktoś może odpowiedzieć, Ale ja po prostu znam karty i lubię je stawiać, to nie wystarczy? W każdym zawodzie wiedza i entuzjazm wystarczają (doświadczenie i tak zdobywa się w trakcie), ale w przypadku stawiania kart ludziom, niestety nie. Jeżeli ktoś powierza ci swój problem, to musisz sobie z tym poradzić, musisz być mądrzejszy, cierpliwszy i dojrzalszy od klienta, musisz skłonić go do refleksji. Wtedy nawet bez 100% sprawdzalności będzie zadowolony, że potraktowałeś/-aś go z szacunkiem i pomogłeś/-aś w trudnym dla niego czasie****.

Ten zawód tak jak lekarz, pielęgniarka czy nauczyciel to powołanie, wymaga kontaktu z ludźmi i stosowania zasady Primum Non Nocere. Zastanów się dobrze czy chcesz go wykonywać codziennie przez cały tydzień miesiącami i latami. Zastanów się czy w momencie gdy zrobisz ze stawiania kart źródło dochodów to nie ucierpi jakość czytania twoich rozkładów? Wszystko w pewnym momencie zaczyna się nudzić, a wypalenie zawodowe grozi w każdym zawodzie, wróżbiarstwo nie jest z tego wyłączone.  Czy nam się to podoba, czy nie podoba (mnie na przykład się bardzo nie podoba) żyjemy w świecie materii i jesteśmy zmuszeni płacić rachunki za prąd albo za książki dla dziecka. Nie mówię, żeby w ogóle nie pracować jako wróżka/wróżbita, ale trzeba się do tego odpowiednio przygotować, trzeba odpowiedzieć sobie samemu na pytania: Czy jestem na tyle mocno ugruntowany/-a, żeby stałe patrzenie w karty nie spowodowało “odlotu duchowego”? Czy jestem na tyle dobry/-a w czytaniu kart aby brać za to pieniądze? I w końcu: Czy jestem na tyle dojrzały/-a by pracować z ludźmi, którzy powierzą mi najintymniejsze szczegóły swojego życia?

To że czegoś nie dostrzeżesz w kartach, to nie jest problem, bo tak jak napisałam doświadczenie przychodzi wraz z pracą. Nie tylko jako karciarka, ale także jako lingwistka i tłumaczka z zawodu mogę zaświadczyć, że rozumienie języka kart przychodzi wraz z używaniem ich, dlatego zachęcam, żeby kłaść je regularnie i cały czas zastanawiać się co też chcą powiedzieć. Co nie znaczy, że od razu należy brać za to pieniądze. Gdybyś poszedł/poszła do tłumacza z umową handlową do przetłumaczenia, a dostałbyś/dostałabyś w zamian efekt pracy Tłumacza Google to zapłaciłbyś/zapłaciłabyś za takie “tłumaczenie”?

I religia, i ezoteryka mogą zabrać w “duchowy odlot”. Świat duchowy wciąga jak narkotyk. Można stracić poczucie rzeczywistości i umiejętność logicznego myślenia jeżeli “popłynie się” bez przygotowania. Polecam krótką opowieść o Czterech Rabinach, aby obrazowo pokazać jak duchowość działa na nas, którzy na co dzień funkcjonują w świecie materii. Trzeba być mocno ukorzenionym aby nie odlecieć na dobre, a z tego co widzę to im mocniejsze ego, tym łatwiej odpłynąć. Im bardziej ktoś opowiada o pięknych, świetlistych energiach anielskich, o tym że można anioły zaprosić do swojego domu, ale najpierw trzeba go wysprzątać albo o tym, że anioły lubią słodkie zapachy to tym bardziej robię się podejrzliwa. Nie kwestionuję, że osoba opowiadająca naprawdę to widzi, rzecz w tym czy ta wizja jest prawdziwa. Bo rozmaite egregory mogą przyjmować różne formy, a im bardziej uduchowione, anielskie i nieskazitelne się wydają tym bardziej wypadałoby być ostrożnym.

Trzeba uważać, ale jednocześnie nie bać się iść dalej i widzieć więcej. Gdybym miała powiedzieć co jest kwintesencją duchowości to zacytowałabym porucznika Horatio Caine’a z kompletnie nieduchowego serialu CSI: Miami (Kryminalne Zagadki Miami). Kiedy któryś z podwładnych meldował mu, że nie może znaleźć powiązania czy motywu w sprawie o morderstwo, Horatio swoim charakterystycznym gestem zakładał okulary i odpowiadał: Dig deeper. Kop głębiej. Nie zostawaj na powierzchni, szukaj głębszych znaczeń, nie bój się konfrontować, kwestionować ani popełniać błędów. Istotą rozwoju jest dojrzałość, jeżeli będziesz przyjmować to co ci podają zamiast zrobić to samemu to będziesz stać w miejscu. Pytaj nie co się dzieje? tylko dlaczego tak się dzieje? Nie czekaj na odpowiedź, sam jej szukaj. Wtedy rzeczywiście zajmiesz się rozwojem duchowym, a nie popową ezoteryką. Mój (i twój) umysł jest zbyt cenny by go zaśmiecać, to brama do świata, a nie zbiornik z new age’ową zupą ze wszelkich możliwych egregorów.

Niezależnie od tego czy jesteś wiernym, czy kapłanem, profesjonalną wróżką/wróżbitą, klientem ezoterycznym czy fascynatem kart tak jak ja, pamiętaj, że jako prowadzący aktywne i bujne życie wewnętrzne, wszyscy jesteśmy szczególnie narażeni na choroby przenoszone drogą duchową i głównie od nas zależy czy damy się zarazić, czy odpowiednio przed nimi zabezpieczymy.

Anna ‘Lawenda’ Solun

*Niektórzy uważają, że ezoteryka i duchowość to to samo, ale ja robię jednak subtelne rozróżnienie: ze względu na to jak jest obecnie powszechnie pojmowana, ezoteryka dla mnie objawia się praktycznie w postaci czytania kart, astrologii, numerologii itd. podczas gdy duchowość to bardziej metafizyczne poszukiwanie, próba ogarnięcia tego co niezrozumiałe, a przede wszystkim wymiar transcendentalny czyli kontakt z Bogiem. A żeby być dokładnym cytując dr Suligę kładzenie kart, rytuały i wszystko to za pomocą czego usiłujemy nagiąć energię do rzeczywistości to okultyzm, podczas gdy ezoteryka to umiejętność dostrzeganie tego co niewidzialne w świecie widzialnym (okultyzm jest wymiarem praktycznym ezoteryki). Tak jak o tym piszę dalej ezoteryce obserwowanej w telewizjach czy portalach ezoterycznych zdecydowanie brakuje głębi.

** Odnoszę wrażenie, że grupą szczególnie podatną na manipulacje są samotne starsze kobiety, które słusznie czy niesłusznie czują się opuszczone przez rodzinę, to one ciągną do mężczyzn otoczonych nimbem duchowości, czy to będzie ojciec Tadeusz, czy ojciec Pio, czy wróżbita z telewizji ezoterycznej.
*** Ale żeby nie było tak smętnie, jest też kilka dobrych stron, które mogę polecić, znajdują się one w prawej kolumnie bloga pod zakładką Strony Rozszerzające Spojrzenie Na Świat.
**** Zwyczajowo uważa się, że nie należy kłaść komuś kart jeżeli jest się w wieku gdy astrologicznie Saturn nie wszedł jeszcze w drugi obieg, a numerologicznie nie weszło się jeszcze w II cykl, a zatem przed 28-ym rokiem życia. Myślę, że zdecydowanie ma to sens.
question everything
religion vs spirituality
———————————–
W wakacje robię małą przerwę w pisaniu, ten post od dawna siedział mi w głowie i chociaż pewnie znowu się narażę to musiałam wyrzucić go w końcu z umysłu. Na razie koncentruję się na tłumaczeniu bloga na angielski oraz pisaniu własnej opowieści, a w sierpniu gościnnie posta na temat pogan w Polsce napisze Robin Wilgan. Potem mam w planach jeszcze kilka recenzji talii i od nowego roku powracam do poszczególnych bogiń (przynajmniej tak na chwilę obecną planuję).
Pozdrawiam coolhappy2
Anna ‘Lawenda’ Solun

KUAN YIN

 

KUAN YIN

Bogini buddyjsko – taoistyczna, bodhisattva czyli dusza, która wedle wierzeń buddyjskich wyzwoliła się już z saṃsāry – koła następujących po sobie wcieleń – jednak świadomie postanowiła nie osiągać stanu nirvany, lecz pozostać wśród ludzi aby pomagać im w wyzwoleniu się od lęków i egoistycznego myślenia. Bogini współczucia według buddystów i Nieśmiertelna według wierzeń taoistycznych. Jej imię zapisywane jest na rozmaite sposoby (Kuan Yin, Quan Yin, Kwan Yin, Guan Yin, Guanyin, Kwannon*), a oznacza Ta Która Słyszy Płacz Świata.

O BOGINI

Na początku trzeba zauważyć, że buddyzm nie jest religią zakładającą, iż istnieją nadprzyrodzone byty, które stworzyły świat i pilnują porządku na nim tak jak to się dzieje w innych religiach. Nie znaczy to, że istoty o nadprzyrodzonej mocy nie istnieją w buddyzmie, nie istnieje po prostu ścisły podział ludzie – bogowie, ponieważ wszystko zależy od działania: w zależności od tego, co się robi można zarówno upadać niżej w kole wcieleń albo posuwać się naprzód (więc człowiek poprzez rozwój duszy, medytacje i współczucie może nabrać sił boskich). Mimo oddalenia geograficznego i kulturowego buddyjsko – taoistyczne legendy o Kuan Yin zdumiewająco przypominają te o chrześcijańskich świętych.

Kuan Yin pojawia się w wielu legendach. Najczęściej uważa się, że jest żeńską formą bodhisattvy współczucia Avalokiteśvary (bodhisattva może przyjąć jakąkolwiek formę, wiek i płeć byle tylko pomóc jak największej ilości dusz). Mimo, że pochodzi z religii mającej początki w Indiach, największą popularnością cieszy się w Chinach gdzie jest czczona zarówno w buddyzmie jak i taoizmie, i gdzie opowiada o niej wiele legend i mitów. Jeden z nich opowiada o tym jak Kuan Yin przysięgła nie spocząć dopóki nie wyzwoli wszystkich istnień z saṃsāry, jednak mimo ogromnych wysiłków na Ziemi wciąż było mnóstwo nieszczęśliwych ludzi, a gdy próbowała zrozumieć jak im pomóc jej głowa pękła na 11 kawałków. Wówczas Budda aby jej pomóc obdarzył ją jedenastoma głowami, co sprawiło, że słyszała wszelkie cierpienia, ale gdy wyciągała ramiona aby im pomóc wszystkim, którzy tego potrzebowali, z przeciążenia również jej ręce rozprysły się na kawałki. Budda zamiast dwóch obdarował ją tysiącem rąk, by mogła działać skutecznie, dlatego w wielu miejscach czci się ją jako Kuan Yin O Tysiącu Dłoni:

Wielu buddystów wierzy, że gdy jeden z nich umiera, Kuan Yin umieszcza jego duszę w kwiecie lotosu i wysyła do krainy Sukhāvatī.

W Chinach rozpowszechniona jest też inna legenda na jej temat. Według tej wersji miała się ona narodzić jako śmiertelniczka o imieniu Miao Shan w rodzinie królewskiej, a gdy dorosła, jej ojciec Miao Chuang Yen postanowił wydać ją za wpływowego, ale bezdusznego człowieka. Miao Shan posłusznie zgodziła się to zrobić pod warunkiem, że małżeństwo to uleczy cierpienie powodowane przez starość, choroby i śmierć. Ponieważ jej przyszły mąż nie mógł tego uczynić, księżniczka wolała poświęcić życie religii i wstąpić do klasztoru. Ojciec za karę nakazał jej wykonywać ciężkie prace fizyczne i ograniczył jej jedzenie i picie, ale to nie złamało jej woli. Ponieważ codziennie błagała o to, żeby zostać w klasztorze zamiast wychodzić za mąż, ojciec w końcu zgodził się, ale zażądał by mnisi kazali jej pracować ponad siły, dniem i nocą, tak by w końcu skruszyć jej opór. I znowu jego zamiary na nic się zdały, bo Miao Shan była tak dobrą dziewczyną, że nocami okoliczne zwierzęta przychodziły aby jej pomóc. Król był tak sfrustrowany, że podpalił klasztor, jednak jego córka ugasiła pożar gołymi rękami nie doznając przy tym żadnych oparzeń. Przerażony tym ojciec skazał ją na śmierć i tu następuje kilka wariantów tego co stało się dalej.

Pierwsza mówi o tym, że gdy została stracona tygrys porwał jej duszę do krain piekielnych, gdzie demony doskoczyły do niej aby ukarać ją tak jak to czynią z nowo przybyłymi. Jednak Miao Shan zagrała na instrumencie i dookoła natychmiast rozkwitły kwiaty co kompletnie zaskoczyło demony, a samo jej pojawienie się sprawiło, że piekło zamieniło się w raj. Druga wersja opowiada, że Miao Shan pozwoliła się zabić, aby kat nie miał przez nią kłopotów jednak żadna broń nie chciała jej uśmiercić: topór i miecz rozpadły się na kawałki, a strzały zboczyły z drogi do celu. Wreszcie kat zrozumiał, że musi to zrobić własnymi rękami i kiedy miał ją udusić, księżniczka wybaczyła mu i wzięła na siebie karmę jaką tworzył poprzez swój czyn, dlatego musiała udać się do piekła. Gdy zobaczyła tam ogrom cierpienia, przejął ją taki smutek, że uwolniła całą dobrą karmę jaką udało się jej zgromadzić w ciągu wielu wcieleń przez co uwolniła wiele dusz i zamieniła piekło w raj tak że Yanlou, jego władca, musiał odesłać ją na Ziemię, aby zapobiec dalszej destrukcji swojego królestwa. Pojawiła się z powrotem w okolicach Wzgórza Palenia Kadzideł (ang. Fragnant Mountain czyli dosłownie ‘Pachnącej Góry’), które to tereny są jej poświęcone. Są tacy, którzy twierdzą, że Miao Shan wcale nie zginęła, tylko została przyniesiona na Wzgórze przez tygrysa.

A jakie jest zakończenie tej opowieści? Otóż ojciec księżniczki zapadł na żółtaczkę i żaden lekarz nie był w stanie go wyleczyć. Dopiero mnich wyjawił, że jedynym lekarstwem jest mixtura z ręki i oka osoby pozbawionej gniewu, którą można spotkać na Wzgórzu Palenia Kadzideł. Kiedy król posłał służących z prośbą, Miao Shan bez wahania zgodziła się oddać części ciała by pomóc ojcu. Miao Chuang Yen wyzdrowiał i udał się na Wzgórze, by osobiście podziękować osobie, która poświęciła się dla niego, a tam ze zdumieniem odkrył, że było to jego własne dziecko. Błagając o przebaczenie wraz z żoną i dwiema pozostałymi córkami wybudował na szczycie góry świątynię, a Miao Shan stała się Kuan Yin o Tysiącu Rąk i udała się ku niebiosom. Gdy usłyszała łkania i z góry ujrzała ogrom cierpienia na świecie, postanowiła zostać i przysięgła, że nie odejdzie stąd dopóki nie ustanie wszelkie cierpienie. Pozostała na wyspie Mount Putuo (Putuoshan), medytowała i pomagała żeglarzom oraz rybakom dotrzeć z powrotem na brzeg (uważa się, że potrafi uspokoić fale w pobliżu ostrych skał aby nie wpadały na nie statki dlatego też jest uznawana za patronkę ludzi morza).

Inną często spotykaną opowieścią o Kuan Yin jest ta w której kulawy chłopiec o imieniu Sudhana (Shan Tsai w wersji chińskiej) był zainteresowany nauką buddyzmu i gdy usłyszał, że na wyspie Putuo jest znakomity nauczyciel, wybrał się w podróż do tego miejsca. Gdy tam dotarł i porozmawiał z Kuan Yin, ta była pod wrażeniem jego siły woli, która pozwoliła mu dotrzeć tak daleko mimo niepełnosprawności, postanowiła jednak poddać go ostatecznemu testowi. Stworzyła iluzoryczny obraz trzech piratów biegnących w jej kierunku, wymachujących mieczami i spychających ją w kierunku klifu. Sudhana pokuśtykał ku zboczu i spadł z niego, próbując ją ratować, jednak Kuan Yin swoją mocą zatrzymała go w połowie drogi, postawiła z powrotem na ziemi i nakazała iść przed siebie. Okazało się, że przestał kuleć i mógł chodzić normalnie, a gdy przeglądnął się w tafli wody zobaczył, że także jego twarz wypiękniała. Kuan Yin od tego dnia zaczęła uczyć go zasad buddyzmu.

Wiele lat później syn Króla Smoków, władcy morza, został schwytany w sieci rybackie, gdy przyjął postać ryby. Na lądzie nie był w stanie przybrać z powrotem swojej smoczej postaci, a jego ojciec chociaż był potężny to jednak jego władza nie sięgała lądu i nie mógł przyjść mu z pomocą. Z żalu, że utknął w obcym wymiarze książę zapłakał, a jego płacz przeniknął przez niebo i ziemię. Usłyszała to Kuan Yin i wysłała Shan Tsai by ten wykupił rybę. Jej uczeń szybko zorientował się, gdzie się ona znajduje, ponieważ będąc żywą wiele godzin po złowieniu stała się atrakcją miejscowego targu. Ludzie uznali, że zjedzenie takiej ryby zapewni im nieśmiertelność i zaczęli o nią wręcz walczyć. Shan Tsai błagał sprzedawcę, aby oszczędził niezwykłą rybę czym wzbudził jeszcze większą złość tłumu. Wtedy znad morza rozległ się docierający z daleka głos Kuan Yin mówiący, że życie powinno należeć do tego, kto je chroni, a nie tego kto je odbiera. Na te słowa zgromadzeni zrozumieli swój błąd i rozpierzchli się, Shan Tsai mógł zabrać rybę do swojej nauczycielki, a ta natychmiast wpuściła ją z powrotem do morza, gdzie przetransformowała się w smoka. Szczęśliwy z odzyskania syna władca mórz wysłał do Kuan Yin swoją wnuczkę o imieniu Lung Nü (Smocza Dziewczyna) z prezentem w postaci Perły Światła, cennego klejnotu, który nieustannie samoczynnie świecił. Lung Nü będąc zachwycona bodhisattvą poprosiła, aby ta przyjęła ją jako swoją uczennicę, Kuan Yin wyraziła zgodę pod warunkiem, że to ona będzie od tej pory właścicielką Perły Światła. Dla upamiętnienia tego wydarzenia bogini często przedstawiana jest z koszem ryb, a towarzyszą jej Shan Tsai i Lung Nü jako dzieci, Shan Tsai pokazywany jest z dłońmi oraz kolanami lekko ugiętymi, na pamiątkę tego, że był kiedyś kaleki, a Lung Nü trzyma albo misę, albo sztabkę jako symbol Perły Światła.

Nie tylko ludzie uczyli się u Kuan Yin. Tak jak w przypadku św. Franciszka, zwierzęta także lubiły jej towarzystwo. Pewnego dnia mała papużka udała się na poszukiwania ulubionego pokarmu dla swojej matki, ale została schwytana w niewolę. Kiedy w końcu udało się jej uwolnić, odkryła, że jej matka już umarła z głodu. Rozpaczała bardzo, urządziła jej piękny pogrzeb, a potem udała się do Kuan Yin po nauki. Na rozmaitych wizerunkach bogini pojawia się biała papuga unosząca się po jej prawej stronie z perłą lub koralikiem z różańca w dziobie reprezentując miłość do rodziców.

Kuan Yin była bardzo pomysłowa jeżeli chodzi o sposoby pomagania. Kiedy mieszkańcy Quanzhou w prowincji Fujian nie byli w stanie zgromadzić odpowiedniej ilości pieniędzy aby wybudować most, zmieniła się w piękną kobietę, wsiadła do łodzi i zaoferowała, że poślubi tego, kto trafi w nią srebrną monetą rzuconą z brzegu. Ponieważ wielu próbowało i nie trafiło, w korycie rzeki wkrótce zebrała się pokaźna kwota.

Kuan Yin jest niezwykle popularna wśród chińskich buddystów jako źródło bezwarunkowej miłości i zbawicielka, ponieważ w swojej przysiędze bodhisattvy zobowiązała się odpowiedzieć na każde wezwanie, które pomoże wyzwolić duszę z więzów karmicznych. Niektóre nurty buddyzmu wierzą, że nie tyle jest osobnym bytem pełnym współczucia i miłości, co samą ich energią, dlatego ludzie zachowujący się nieegoistycznie i pełni współczucia nazywani są po prostu guanyin. Wśród głównych textów buddyzmu znajduje się Sutra Serca, która nie należy tak jak większość do nauk Buddy, ale przypisywana jest Avalokiteśvarze/Kuan Yin, pochodzi z niej słynny cytat, Forma jest pustką, pustka jest formą. Główny boski opiekun klasztoru Shaolin Kinara był uważany za wcielenie Kuan Yin. Jako symbol współczucia jest też symbolem wegetarianizmu, wiele chińskich wegetariańskich restauracji jest ozdobionych jej wizerunkiem. Chińscy buddyści zarówno w kraju jak i w diasporze uważają ją za opiekunkę kobiet oraz dzieci** i wierzą, że może obdarzać dziećmi (w tym celu kobieta pragnąca potomstwa powinna złożyć but w świątyni Kuan Yin, czasami gdy kobieta jest ciężarna zostawia pożyczony pantofel, który potem zabiera się z powrotem ofiarowując nową parę jako podarunek dziękczynny dla bogini). Ma też cechy bogini ziemi, ponieważ po wielkim potopie zesłała ludzkości psa, który przyniósł ziarna ryżu, aby w ten sposób mogli się odrodzić. Jest ona uważana zarówno za opiekunkę nieszczęśliwych, ubogich, kalekich i tych, którzy znaleźli się w tarapatach jak i boginię szczęścia oraz fortuny. Coraz częściej prosi się ją o wsparcie w czasie podróży powietrznych. W Azji spotyka się często synkretyczne wizerunki łączące Kuan Yin z Marią ze względu na podobieństwo przedstawiania (kobieta trzymająca dziecko). Kiedy w Japonii zabronione było chrześcijaństwo, niektóre podziemne grupy czciły Marię w przebraniu Kuan Yin.

WIZERUNKI, SYMBOLE I ZWIERZĘTA

Kuan Yin jest zazwyczaj przedstawiana jako piękna kobieta ubrana w białe szaty, czasami nosi królewski naszyjnik, siedzi dostojnie, a oczy ma opuszczone w dół na znak, że czuwa nad światem. W lewej dłoni trzyma dzban z czystą wodą, a w prawej gałązkę wierzbową. Istnieje również wiele regionalnych wersji jej rzeźb i obrazów, m.in. Kuan Yin Morza Południowego, gdzie trzyma kosz z rybami. Popularne jest także jej przedstawienie, gdzie stoi na smoku z białą papugą w pobliżu, a po jej lewej i prawej stronie stoją Shan Tsai oraz Lung Nü lub dwójka wojowników: Guan Yu, postać historyczna z epoki Trzech Królestw i inny bodhisattva o imieniu Skanda.

ZNACZENIE DYWINACYJNE

OSOBA

Osoba pokazująca się w tej karcie jest szlachetna, empatyczna i posiada wewnętrzny zmysł sprawiedliwości. Jest to ktoś, kogo myśli uzewnętrzniają się w czynach i kto głęboko wierzy w to co robi. Opinia innych czy dobra materialne nie są dla niej istotne. Najłatwiej można spotkać ją przy pracy w schronisku dla zwierząt lub hospicjum czy na pokojowej manifestacji w obronie wolności i uciśnionych. Często to wegetarianka lub weganka.

W negatywie jest to osoba nie potrafiąca odmówić pomocy, biorąca na siebie problemy innych lub zapatrzona w to co wierzy tak bardzo, że nie dopuszcza innych racji.

Zawody: nauczyciel/ka, wolontariusz/ka, opiekun/ka, kapłan/ka.

RADA

W tej sytuacji bądź łagodna dla siebie i innych. Okaż współczucie. Wysłuchaj swojego protagonisty nawet jeżeli się z nim nie zgadzasz. Nie osądzaj, nie bądź perfekcjonistką i nie oczekuj zbyt wiele od innych. Wybacz sobie i innym to co zrobiłaś lub czego nie zrobiłaś. Otwórz serce jeżeli tego samego oczekujesz od innych. Nie bądź podejrzliwa i myśl o ludziach pozytywnie. Unikaj plotkowania i obgadywania.

Czasami musisz postąpić wbrew ludzkim, logicznym i rozumowym zasadom.

Bądź bezkompromisowa w czynieniu dobra.

Niech twoje myśli, słowa i czyny będą jednością.

W MIŁOŚCI

Jeżeli jesteś w związku: Możliwe kłopoty wynikające z braku zrozumienia. Okazanie partnerowi uczucia i wysłuchanie go może przynieść rozwiązanie. Przyznanie się do błędu lub uznanie chociaż częściowo racji partnera nie jest powodem do wstydu, a świadczy o dojrzałości.

Jeżeli jesteś samotny/-a: Uczucie raczej platoniczne niż zmysłowe. Uczucie niespełnione. Samotność z wyboru.

W FINANSACH

W tym momencie nie spodziewaj się zysków finansowych, doceń raczej dobrą atmosferę w pracy lub spróbuj ją poprawić. Ta karta wzywa do dzielenia się i wspierania potrzebujących.

W ZDROWIU

Przeciążasz organizm lub nie dostarczasz mu wystarczającej ilości potrzebnych składników. Silny wpływ umysłu na ciało. Uwaga na krążenie, zwłaszcza w kończynach. Możliwa amputacja. Szczególnie narażone organy: serce i układ krwionośny.

OBRAZY

Kuan Yin pojawia się we wszystkich taliach, jednak właściwie żaden z tych obrazów nie odpowiada wzorcowym i mnie osobiście nie przekonuje.

Kuan Yin w Goddesses of the New Light Pameli Matthews (jak dla mnie to chyba najładniejszy obraz)

Kuan Yin w The Goddess Oracle Hrany Janto&Amy Sophii Marashinsky

Kuan Yin w The Goddess Wisdom Cards Jill Fairchild, Reginy Schaare & Sandry M. Stanton

Kuan Yin w The Goddess Wisdom Cards Jill Fairchild, Reginy Schaare & Sandry M. Stanton

Kuan Yin w The Oracle of the Goddess Gayan Sylvie Winter&Jo Dosé

Kuan Yin w The Goddess Oracle Deck Thalii Took

Kuan Yin w Oracle of the Goddess Anny Franklin&Paula Masona

Kuan Yin w Oracle of the Goddess Anny Franklin&Paula Masona

Kuan Yin w Goddess Card Pack Juni Parkhurst

Kuan Yin w Goddess Guidance Oracle Cards Doreen Virtue

Kuan Yin pojawia się także w talii Ascended Masters (Mistrzów Duchowych) Doreen Virtue

Kuan Yin w Goddesses Knowledge Cards Susan Seddon Boulet&Michaela Babcocka

Kuan Yin w Goddess: A New Guide to Feminine Wisdom Rivera Hustona&Patricii Languedoc

Kuan Yin w Goddess: A New Guide to Feminine Wisdom Rivera Hustona&Patricii Languedoc

Kuan Yin w Goddesses&Sirens Stacey Demarco&Jimmy’ego Mantona

Kuan Yin w The Goddess Power Pack Cordelii Brabbs

Kuan Yin w Goddess Inspiration Oracle i w The Goddess Tarot gdzie dosyć dyskusyjnie przedstawia Wielki Arkan Wisielca Kris Waldherr

Kuan Yin w Universal Goddess Tarot Marii Caratti&Antonelli Platano, przy czym absolutnie nie mogę się zgodzić z zaklasyfikowaniem jej do żywiołu Ognia (ten podpalony klasztor jest kiepskim powiązaniem, Kuan Yin powinna raczej być przedstawiona w żywiole uczuć czyli Wody, osobiście widziałabym ją jako Króla Pucharów).

Korzystałam z anglojęzycznej wikipedii.

*Co do wersji jej imienia spotykanych w całej Azji, odsyłam do anglojęzycznej Wikipedii.
**Zwróćcie uwagę na jej imię, ‘yin’ to przecież pierwiastek kobiecy w symbolu yin&yang.